O autorytetach

Kryzys sprzyja autorytetom

Autorytety w historii odgrywały znaczącą rolę. Dla Polaków takim przewodnikiem w trudnych czasach jest św. Jan Paweł II. O tym, czy właściwie rozumiemy jego rolę w dziejach Polski oraz o tym, w jaki sposób rozwijały się społeczeństwa dzięki autorytetom rozmawiam z dr. Markiem Lasotą, dyrektorem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej i wykładowcą akademickim.

Autorytety w historii odgrywały znaczącą rolę. Dla Polaków takim przewodnikiem w trudnych czasach jest św. Jan Paweł II. O tym, czy właściwie rozumiemy jego rolę w dziejach Polski oraz o tym, w jaki sposób rozwijały się społeczeństwa dzięki autorytetom rozmawiam z dr. Markiem Lasotą, dyrektorem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej i wykładowcą akademickim.

 

Kryzys sprzyja autorytetom

Kryzys sprzyja autorytetom

P. Zemełka: Jakie zagrożenia wynikają z poszukiwania własnego autorytetu?

Dr Marek Lasota: Bardzo często jest tak, że odwołujemy się do jakiegoś autorytetu czy to nauki, czy jakiegoś doktora, naukowca i przyjmujemy bezkrytycznie to, co zostało wcześniej ustalone, nie patrząc przy tym, że dana osoba mogła się wcześniej zwyczajnie pomylić albo, że nie jest to wcale zgodne z naszymi przekonaniami. Dlaczego? Bo jest to autorytet ogólnie uznany, więc skoro inni mu wierzą, to z jakiego powodu my mielibyśmy wątpić? Ja osobiście najbardziej boję się ludzi tzw. jednej książki. Czyli osób, które w całym swoim życiu przeczytały jedną książką, nie ważne jak wartościową. Istotne jest to, że zostali nią wręcz zauroczeni. Tych ludzi urzekła treść takiej książki i przyjęli to absolutnie odrzucając wszystko inne oraz traktując jako wrogie, wszystko to, co w istocie chce zburzyć ich sposób postrzegania świata.

P. Z.: Skutki takiego podejścia mogą być opłakane.

Dr M. L.: Wystarczy spojrzeć na karty historii i cofnąć się do XX wieku. Mieliśmy przecież Hitlera, Stalina. Osoby, które uwierzyły w słowa Hitlera były przeciętnymi ludźmi, którzy nie studiowali filozofii czy innych nauk. W momencie gdy pojawił się człowiek, od którego usłyszeli to, co chcieli usłyszeć zaufali mu bezgranicznie i poszli za nim, nie myśląc o tym jakie mogą być tego konsekwencje. Dla nich istotne było to, co im obiecał i fakt, że mówił w sposób prosty i przekonujący. I dokładnie na tym mechanizmie opierają się sekty, gdzie jest przywódca, wyjaśniający w prosty sposób tajemnice świata. Dlatego też ludzie będą wierzyć w kosmitów, globalny spisek, czy inne tego typu teorie.

P. Z.: Hitler i Stalin to przykłady autorytetów negatywnych, ale jak rozumiem pozytywne jednostki również były.

Dr M. L.: W czasach mojego pokolenia, czyli w latach osiemdziesiątych, kiedy rzeczywistość komunistyczna ewidentnie ulegała erozji zaczęto stawiać sobie pytania jak przyspieszyć ten proces, jak przyczynić się od szybszego odzyskania przez Polskę niepodległości. Były oczywiście różne postawy. Jedyni woleli chwycić za karabin, a inni szukali bardziej łagodnych rozwiązań. W ten sposób często przywoływanym autorytetem stał się Ghandi, który zasłynął m.in. z idei biernego oporu, która przyczyniła się do wyprowadzenia Indii z epoki kolonialnej. Sama idea sprowadzała się do porzucenia przemocy dzięki czemu nie prowokowano drugiej strony do jej stosowania. Jest to obraz uproszczony, bo były przypadki kiedy ta przemoc ze strony Brytyjczyków się pojawiała, niemniej jednak ta postawa ostatecznie zwieńczona została sukcesem. Dlatego też dla wielu Polaków była to postawa wzorowa, którą oczywiści spora część społeczeństwa odrzuciła twierdząc: no dobrze, im się udało, ale oni walczyli z cywilizowanym przeciwnikiem jakim byli Anglicy a my z kolei mamy do czynienia z barbarzyńcami.

P. Z.: A co z Janem Pawłem II? To jego często podaje się jako przykład autorytetu, zwłaszcza tego, występującego przeciwko ideologii komunizmu.

Dr M. L.: Oczywiście dla wielu Jan Paweł II był niezwykłym autorytetem, jednak patrząc na to jak społeczeństwo Polskie traktowało papieża, muszę powiedzieć, że w większości nie byliśmy wstanie dostrzec w nim tego autorytetu.

P. Z.: Mówiąc o autorytecie papieża często przywołuje się jego wizyty w jeszcze komunistycznej Polsce, które przyczyniły się do upadku komunizmu.

Dr M. L.: Tak, ale chodzi mi teraz o coś zupełnie innego. My wspominany i pamiętamy doskonale o kolejnych jego pielgrzymkach, ale nie łączymy ich w pewien łańcuch przyczynowo-skutkowy. To, o czym Pan mówi i o czym mówi co przytomniejszy historyk, to są wydarzenia nie do przecenienia. Mówimy o nich bardzo wiele, ale zapominamy albo gdzieś w cień schodzą skutki tych wszystkich przyjazdów papieża do ojczyzny. Podczas zgromadzeń na pielgrzymkach ludzie zobaczyli, że razem stanowią ogromną siłę wobec której całe zło staje się bezradne. Tylko czy my to tak naprawdę szczerze i w pełni świadomie łączymy z osobą Jana Pawła II? Czy przeciętny Kowalski jest w stanie powiedzieć, ze właśnie ten konkretny człowiek, czyli Jan Paweł II, nie tylko przez sam fakt, że się w Polsce pojawił, że zgromadził te tłumy, ale że powiedział coś istotnego do tego tłumu, że to wszystko uruchomiło takie mechanizmy których dziś jesteśmy beneficjentami? Szczerze w to wątpię.

P. Z.: Z czego więc wynika problem niepełnego zrozumienia postawy Jana Pawła II?

Dr M. L.: Jako Polacy niestety jesteśmy skłonni do uniesień, których potrzebujemy. Jesteśmy narodem, który chciałby doczekać się jakiegoś wielkiego sukcesu. Oczywiście mamy do tego prawo. Przez ostatnie 300 lat naszej historii jakiś większych sukcesów nie było, które bylibyśmy skłonni zaakceptować i bezspornie orzec, że to sukces. Do tego często widzimy sukces w jednym spektakularnym wydarzeniu i nie jesteśmy w stanie docenić konsekwencji tego danego wydarzenia, długofalowych dalszych zdarzeń. Świetnym przykładem jest zwycięstwo pod Grunwaldem, którym tak bardzo się fascynujemy. Ale co nam przyszło z tej bitwy skoro przegraliśmy w gruncie rzeczy wojnę? To jest taki syndrom Małysza. Cały naród zastyga przed TV, bo facet skacze na nartach. No i skoczył, został tym mistrzem. I w tym całym wydarzeniu wyrażamy całą naszą narodową dumę, zapominając o tym, że z tego kompletnie nic nie wynika. Co z tego, że skoczył? No nic. On odniósł oczywiście sukces i należy mu się szacunek. Jest wybitnym sportowcem, a ten sukces jest wynikiem jego talentu i ciężkiej pracy. Ale dla nas, jako dla społeczności kompletnie nic z tego nie wynika. Bo wiadomo, że on za chwile skończy karierę, bo się zestarzeje. Może to jest nadużycie, ale myśmy tak traktowali Jana Pawła II, jak przyjeżdżał na pielgrzymki.

P. Z.: Więc jest to wina ze strony ludzi.

Dr M. L.: Być może też wina tych, którzy nasze społeczeństwo prowadzą. To jest piękne budować kolejne pomniki, stosować piękne formułki i hasła, ale to jest za mało. Jan Paweł II był wybitną jednostką, ale społeczeństwo w zbyt małym stopniu rozumie znaczenie tego autorytetu. Wracając jeszcze do pielgrzymek, ludziom brakuje tu objaśnienia jak on to zrobił. My stwierdzamy jedynie sam fakt, to się stało dzięki niemu. Ale jeśli chcemy budować na jego autorytecie naszą wizję postrzegania świata, to nie wystarczy nam znać przykłady jego dokonań, ale musimy wiedzieć jak do tego doszedł. Do tego potrzebne jest dokładne wczytanie się w jego słowa, w jego dzieła i zrozumienie tego, co miał nam do powiedzenia.

P. Z.: Może świadczyć o tym jakieś konkretne wydarzenie? O tym, że Polacy nie potrafili docenić autorytetu papieża?

Dr M. L.: Pamiętam taką scenkę kiedy Jan Paweł II, odwołując się do tego się wydarzyło w Nowym Jorku mówił o rzeczach tragicznych, mówił o dramacie który dotknął świat, mówił o nowej erze w dziejach świata. Miał też perspektywę odnośnie tego zjawiska i tego co się wtedy działo. Oczywiście na środowe audiencje, czy na niedzielne, kiedy jest Anioł Pański, przyjeżdżają tłumy Polaków. I co robią nasi rodacy w tym czasie? Śpiewają „Sto lat” czy też „Góralu czy Ci nie żal”. Myśmy się zachowywali tak, jakby On był naszą własnością. Ja śmiem twierdzić, że myśmy w ten sposób nieco burzyli autorytet papieża w oczach świata. Jaka zresztą była reakcja papieża na to? Uderzył o pulpit pięścią i krzyknął „Cicho!”. On się zirytował. Tutaj przypominają mi się słowa pewnego francuskiego dziennikarza, który powiedział mi, że Polacy kochają papieża, ale go nie słuchają. I było w ty niestety sporo prawdy. Myśmy się napawali samym faktem adoracji, że to my adorujemy. My to robimy najlepiej, bo my go kochamy. A co on tam gada, to nie ważne. I to jest dramat autorytetu, bo człowiek, który jest faktycznym autorytetem i mający do powiedzenia coś istotnego nagle napotyka na wielbiące go tłumy, ale tłumy, które go kompletnie nie rozumieją. Wie Pan jaką to może rodzić frustrację u człowieka który wie znacznie więcej i co więcej chce to przekazać? Nie to, że on trzyma tę tajemnicę, nie. On chce po prostu podzielić się swoją wiedzą.

P. Z.: A jakie ma znacznie istnienie takiego autorytetu w stosunku do rozwoju państwa, społeczeństwa?

Dr M. L.: Żadne społeczeństwo, żadna zbiorowość nie jest wstanie funkcjonować bez autorytetu. Beż odniesienia się do jakiegoś modelu, wzorca.

P. Z.: Dlaczego?

Dr M. L.: Autorytet organizuje społeczność, a także w pewnym sensie pełni rolę wodzowską. Nie podejmuje decyzji, ale jest dla zbiorowości wyznacznikiem, jak mamy myśleć, jak mamy postrzegać rzeczywistość, również co z tego ma wyniknąć dla władzy, która w tej społeczności jest dana czy też wybrana. Człowiek musi się odwołać do czegoś, co jest ponad nim czy to w sensie intelektualnym, duchowym, czy też jakimkolwiek innym. Wynika to z tego, że żaden z nas nie jest wstanie ogarnąć w pełni całej rzeczywistość.

P. Z.: Jak to się ma do rozwoju społeczeństw? Autorytet pomaga, czy staje się hamulcem?

Dr M. L.: Proszę spojrzeć na to, co się działo na przestrzeni wieków XV, XV, XVI, XVII. To jest okres reformacji, kryzysu w Kościele, wystąpienia Lutra. Wiadomo było wtedy, że funkcjonowanie świata doszło do jakiegoś punktu krytycznego. Wszyscy uświadomili sobie, że dalej tak być nie może. I nagle zaczęły pojawiać się autorytety takie jak chociażby Marcin Luter. Jaki był tego efekt? Oczywiście reformacja i rozłam wśród chrześcijan. Ale osobno można było zauważyć niezwykle dynamiczny rozwój społeczeństw protestanckich. Przecież to one zaczęły się bogacić. Dlaczego? Z prostego powodu. Kalwin m.in. twierdził, że oznaką łaski bożej jest powodzenie materialne w życiu doczesnym. Kościół zareagował soborem trydenckim, a wraz z reakcją Rzymu pojawiły się tacy ludzie jak Ignacy Loyola, św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, którzy swoją postawą odbierani byli przez wielu jako autorytety. Co istotne, ci ludzie nie pojawili się przypadkowo w tym czasie. Zwykle tak jest, że w sytuacji kryzysu jakiegoś rozpadu świata dotychczasowego nagle pojawiały się takie postaci za którymi społeczeństwo podążało.

P. Z.: Czyli w sytuacjach kryzysowych jest większe prawdopodobieństwo, że pojawi się autorytet.

Dr M. L.: Jest taka teoria, że wszelki postęp na świecie, to jest efekt kolejnych katastrof. Gdyby nie dżuma, to nie nastąpiłby postęp w medycynie. Podobnie jest z autorytetami, ponieważ pojawiają się najczęściej w momentach najtrudniejszych dla społeczeństw. To jest też efekt trochę ekonomiczny popytu i podaży. Kiedy wszyscy jesteśmy bezradni zaczynamy szukać przewodnika, który jest nam potrzebny i okazuje się nagle że on się pojawia. Co więcej on cały czas był, tylko oczywiście nie był do niczego potrzebny. Często jest tak z Panem Bogiem. Dopóki człowiek jest zdrowy, młody, szczęśliwy, to Pan Bóg nie jest mu do niczego potrzebny. Jak trwoga to do Boga – nie przypadkowo takie słynne obiegowe powiedzenie. To samo jest z autorytetami. Dopóki żyjemy w miarę stabilnym świecie, to te autorytety nie są często zauważane.


Autor: Piotr Zemełka


Wywiad ze strony: http://mozecoswiecej.pl/kryzys-sprzyja-autorytetom/


Kto dla Polaków jest największym autorytetem?

Z czym kojarzy się Polakom słowo AUTORYTET? Kto z żyjących jest dla nas wzorem do naśladowania? Która z postaci historycznych najczęściej nas inspiruje? Odpowiedzi prezentujemy w sondażu przeprowadzonym dla Onetu przez IBRiS

Sondaż dla Onetu

Z czym kojarzy się Polakom słowo “autorytet”? Kto z żyjących jest dla nas wzorem do naśladowania? Która z postaci historycznych najczęściej nas inspiruje? Odpowiedzi prezentujemy w sondażu przeprowadzonym dla Onetu przez IBRiS.

Polacy słowo “autorytet” kojarzą głównie z historią. Tę dziedzinę wskazuje ponad 44 proc. badanych. Nieco mniej – bo prawie 38 proc. – wiąże “autorytet” z nauką. 14 proc. ankietowanych uważa, że wzorców należy szukać w świecie polityki.

Z jakimi dziedzinami w ogóle kojarzy się słowo AUTORYTET?
Z osób żyjących za autorytet najczęściej uznawany jest przez Polaków papież Franciszek. Takiej odpowiedzi udzieliło 11,6 proc. badanych. 6,5 proc. z nas wskazuje na rodziców. Podium zamyka Lech Wałęsa, którego za wzór do naśladowania uważa 4,2 proc. ankietowanych.

Polacy za autorytet uznają także m.in.: Aleksandra Kwaśniewskiego (3,7 proc.), Roberta Lewandowskiego (3,4 proc.), Justynę Kowalczyk (2,8 proc.), a także Roberta Biedronia (2,5 proc.) oraz Jarosława Kaczyńskiego (2,3 proc.). Badani wymieniają głównie polityków, lecz w gronie ich autorytetów znalazł się też np. Dalajlama. Poniżej jednego procenta ankietowanych wymieniło: Beatę Szydło, Krzysztofa Pendereckiego, Włodzimierza Cimoszewicza, Władysława Frasyniuka, Leszka Balcerowicza, Zbigniewa Ziobrę, Zbigniewa Bońka i Danutę Szaflarską.

Ponad 50 proc. badanych stwierdza jednak, że albo nie ma żadnego autorytetu, albo trudno im kogoś takiego wskazać.

Kto z żyjących współcześnie jest AUTORYTETEM?

 

Nieco inaczej jest, gdy przychodzi do wytypowania autorytetu wśród postaci historycznych. Tu najwięcej głosów zbiera Jan Paweł II (27,6 proc.) oraz Józef Piłsudski (12,6 proc.). Podium zamyka Władysław Bartoszewski z siedmioma proc. wskazań. Niemal 16 proc. pytanych nie potrafi powiedzieć, kogo uważa za autorytet.

Wśród postaci historycznych ankietowani wskazywali również m.in.: Marię Skłodowską-Curie (3,7 proc.), Tadeusza Mazowieckiego (dwa proc.), Mikołaja Kopernika (1,9 proc.) czy Andrzeja Wajdę (1,5 proc.). W gronie tym znaleźli się także m.in. polscy królowie i pisarze.

Jaką postać historyczną można nazwać AUTORYTETEM?

Poniżej jednego procenta głosów zebrali: Wisława Szymborska, Ignacy Daszyński, Stefan Batory, Henryk Sienkiewicz, Tadeusz Kościuszko, Ignacy Paderewski, Lech Kaczyński, Adam Mickiewicz, Żołnierze wyklęci, Jan Nowak Jeziorański, Władysław Łokietek.
———————
artykuł ze strony: 
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/kto-dla-polakow-jest-najwiekszym-autorytetem-sondaz-dla-onetu/rlbq9j?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

AUTORYTET: MIEĆ czy BYĆ?

Pojęcie autorytetu jest bardzo często wykorzystywane przez ludzi, ale czy wszyscy rozumieją to pojęcie?

tworzyc

Pojęcie autorytetu jest bardzo często wykorzystywane przez ludzi.

Ale czy wszyscy rozumieją to pojęcie, jaki ono ma wpływ oraz jaką rolę odgrywa w życiu studentów?

mark-twain-cytat-1

Słowa Marka Twaina mają bardzo trafne znaczenie podczas wyboru własnej drogi. Przecież ludzie codziennie stykają się z wyborem: co kupić na obiad, dokąd pojechać na wakacje lub jaką książkę przeczytać. Jednak istnieją takie decyzję, które grają kluczową rolę w życiu człowieka, określają jego przeznaczenie. Jak powiedział Franc Kafka – Niektóre decyzji powinne przyjmować się obowiązkowo. To znaczy, że każdy musi ustalić własną pozycję życiową, własne drogowskazy i autorytety.

Autorytet: co to jest?

Słownik Języka Polskiego (SJP) podaje, że autorytet oznacza “człowieka mającego duże poważanie ze względu na swoją wiedzę lub postawę moralną, stawiany za wzór do naśladowania, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi”. W ciągu życia każdy może znaleźć dla siebie taką osobowość, która będzie tym autorytetom i pewnym przewodnikiem w formowaniu własnych zasad oraz poglądów.

– Czas studiów to szczególny czas w życiu człowieka. Już nie jest się dzieckiem, nastolatkiem, już wydaje się, że jest się dorosłym, ale nadal ciągle szuka się odpowiedzi: czy dobrze wybrałem studia? Kim chciałbym zostać? Czy to naprawdę to? – mówi mgr Róża Klimczak, która niedawno skończyła studia magisterskie, a teraz po raz pierwszy próbuje swoich sił w roli wykładowcy. – Szuka się odpowiedzi, ale też własnego miejsca. I w tym, jak rozwiewa się te wątpliwości, może przydać się autorytet – czyjś sposób, czyjaś droga, która może być moją własną, jeśli dostosuję ją do własnych umiejętności, talentów. Może się przydać, ale nie na zasadzie odtworzenia tego samego – jako świadomość, miejsce, do którego można dotrzeć za pomocą różnych ścieżek.

Ambitny i pełen energii student to osoba, która najpierw stoi na rozdrożu, gdzie każda dróżka ma swój kierunek, przeszkody oraz możliwości. Nawet więcej — podczas podróży po własnym życiu możemy spotkać osób, ktore pokażą blędność wyboru lub przeciwnie pomogą zwyciężyć te wszystkie utrudnienia. – Autorytet to osoba szczególnie ważna – ktoś, kogo się szanuje, kogo się ceni za trud we włożoną pracę, kogo chce się naśladować. W młodości autorytet może stanowić kierunkowskaz, który wskazuje drogę rozwoju, np. pracy zawodowej. Ale to nie jedyna dziedzina – często mówi się o autorytecie moralnym. Na to, żeby stać się dla kogoś autorytetem trzeba sobie zasłużyć — uważa Pani Róża.

Jednak występuje problem postrzegania pojęcia “autorytetu” wśród studentów, dla których obecność osoby dla naśladowania jest bardzo istotna. Jak studenci rozumieją definicję autorytetu? Wydawałoby się, że odpowiedż na pytanie jest oczywista. Lecz na podstawie wyników badania pośród młodzieży okazuje się, że większość potrafiła znaleźć autorytet (10% jeszcze NIE). Ciekawym faktem jest to, że najczęściej autorytet wykładowcy kończy się po egzaminie, akurat w przypadku niegatywnej oceny. Tzn., że dla studentów to pojęcie ma bardziej krótkotrwałe i mniej globalne znaczenie. Co dowodzi lekkomyślność nastolatków przy użyciu tego terminu.

Co o tym myśłą sami wykładowcy? Np., mgr Dominika Izdebska-Długosz powiedziała – Autorytet to ktoś, kto stanowi swoisty wzór: ktoś, czyje opinie bierze się pod uwagę. Autorytetom wierzymy. Dla mnie autorytetem może być wyłącznie wartościowy, uczciwy człowiek.- Autorytet to osoba, która poprzez swoje cechy sprawia, że ludzie chcą ją naśladować. Tischner nazywał to “promieniowanie aksjologicznym” — tak uważa dr Anna Siewierska-Chmaj.

Jaki musi być dobry wykładowca?

Najczęściej człowiek spotyka się z ludźmi, którzy stają się dla niego autorytetami, podczas studiów. Właśnie wtedy chce odczuwać wsparcie od osób bardziej wykształconych, potrzebuje ich doświadczenia i opinii. Ale nie wszyscy wykładowcy mogą stać dla niego przewodnikiem. Dlatego każdy ma własne kryteria, według których wyszukuje przykład do naśladowania. Badania pokazują, że dla studentów dobry wykładowca powinien mieć takie cechy:

tworzyc-mowic

Podobne opinie mają sami wykładowcy, którzy analizują te cechy nie tylko jako prowadzący, ale również jako eksstudenci. Pani dr Anna Siewierska-Chmaj twierdzi, że dobry wykładowca nie powinien uważać, że ma zawsze racje, bo w ten sposób zamknie każdę dyskusję. Mgr Dominika Izdebska-Długosz mówi tak – Cechy konieczne: popawny język, wyraźna wymowa, miła aparycja, umiejętność zainteresowania odbiorcy. Cechy prydatne: lubić ludzi, być towarzyskim, sprawiedliwym.

– Podczas studiów miałam swoich „ulubionych” wykładowców – to ci, którzy dzisiaj przychodzą mi na myśl, gdy pytacie o autorytety w tej dziedzinie – sądzi mgr Róża Klimczak – Lubiłam te zajęcia, nawet jeśli tematyka nie trafiała w dziesiątkę moich zainteresowań. Myślałam sobie: „gdybym ja prowadziła te zajęcia, to zrobiłabym tak samo”, później – „gdybym ja prowadziła te zajęcia, zmieniłabym to i to”.

Autorytet tylko na uczelni?

Badania pokazują, że bardzo często studenci wybierają autorytet pomiędzy blizkich ludzi. Oni uważają, że najleprzym przykładem do naśladowania mogą być wyłącznie członki rodziny. Chociaż były i takie opinie, że autorytet w ogóle nie jest potrzebny. Tak powiedziała jedna studentka – Matka zawsze uczyła mnie, żeby nie szukałam sobie autorztet. Bo często młodzież tak zachwyca się kimś, że gubi swą autentyczność. A tak to powiem szczerze, że matka to dla mnie przykład numer jeden. Zawsze slusznie podpowiedzi i nie potrzebuje niczego natomiast.

Pani mgr Klimczak o tym myśle tak – Studenci mogą szukać autorytetów zarówno wśród prowadzących, wykładowców, jak również bliskich, w rodzinie. Cenimy tych, którzy odnieśli sukces, którzy nas inspirują, imponują, pchają dalej. W pewnych przypadkach, świadomość tego, kto odegrał ważną rolę w moim życiu przychodzi po czasie.

– Miałam – dwóch, trzech wykładowców – mówi Pani Róża – Osoby z wielką wiedzą, umiejętnością jej przekazywania, ogromną życiową pasją, szacunkiem do studenta, bardzo wymagający – ale tak samo od siebie, jak i od studenta na egzaminie. Brałam udział w ich zajęciach, o których wiedziałam, że prowadzą je kolejny, kilkunasty, trzydziesty ósmy raz w życiu, a przekazywali je z takim zaangażowaniem, jakby dowiedzieli się o tym wczoraj i jeszcze nie wyszli z wrażenia. Inspirowali. Chciało się wiedzieć więcej. Chciało się po wyjściu z sali iść prosto do biblioteki. Jak to zmieniło moje życie? Myślę, że w dużej części przyczyniło się do tego, gdzie jestem teraz.

 

Autor: NATALIIA FILIMONIUK, LILIIA BODNAR  

——————–

artykuł ze strony: http://www.intro.media/wariologia/107-autorytet-miec-czy-byc


Wzory niepokory

Recenzja książki Pochwała niepokory

W potocznym rozumieniu człowiek niepokorny jest zwykle młody, zbuntowany, nieposłuszny, niesforny, wychodzący poza schemat, wychylający się poza normy i zasady. Czasem też krnąbrny, przekorny, mający wysokie mniemanie o sobie i trudny w relacjach z innymi ludźmi. Niepokornego jedni chwalą, doceniając nieszablonowe myślenie i postępowanie, w myśl zasady, że bunt i niedostosowanie determinuje rozwój. Inni zaś ganią, wedle przysłowia “pokorne ciele dwie matki ssie”.
“Pochwała niepokory” jest jedną z tych lektur, które opisując losy ludzi, wskazuje czytelnikowi pewne egzystencjalne rozwiązania. Na prawie trzystu stronach znajdujemy jedenaście napisanych z polotem, choć bez naukowej precyzji, historii osób niezwykłych, pełnokrwistych, wyjątkowych. Niepokornych wobec otaczającej ich rzeczywistości ale pokornych wobec Boga i drugiego człowieka. Każda z osób może stanowić wzór do naśladowania.
Bohaterowie prócz tego, że niewątpliwie byli niepokorni, posiadali też sporo innych cech, cenionych w społeczeństwie i niepostrzeganych jako kontrowersyjne. W zestawie jedenastu mniej lub bardziej znanych osób pojawia się trzech wybitnych, niestandardowo myślących duchownych, zaangażowanych w działalność społeczną. Pierwszym jest Adam Chmielowski, czyli święty Brat Albert (1845 – 1916), który porzucił arystokratyczny świat sztuki i salonów a przybierając zgrzebny habit służył chorym i nędzarzom. Był powiernikiem najbiedniejszych, twórcą systemu pomocy społecznej (bo za taki można uznać sieć placówek imienia Brata Alberta) a po śmierci bohaterem najbardziej znanego dramatu Karola Wojtyły  (“Brat naszego Boga”) i w końcu świętym. Drugim duchownym jest kapelan Szarych Szeregów, ks. Jan Zieja (1893 – 1991), który prawie stuletnim życiem udowadniał, że można być skrajnym pacyfistą, ubogim mnichem pełnym poświęcenia dla ludzi, a jednocześnie niepokornym, walczącym z kłamstwami systemu państwowego siłaczem. Buntował się też dominikanin, ojciec Joachim Badeni (1912 – 2010), dla którego “drugim po diable niebezpieczeństwem dla człowieka jest rutyna i przyzwyczajenie”. Był znawcą buddyzmu zen, twórczości Tolkiena i psychologii Junga. Renesansowym postrzeganiem świata dzielił się z młodzieżą jako współtwórca krakowskiej “Beczki”.
Niepokora przypisywana jest także twórcom nauki, literatury i sztuki. Wśród tych opisano W. Sieroszewskiego, Cz. Tańskiego, S. Kisielewskiego, J. Szpotańskiego i Simonę Kossak  (1943 – 2007), jedyną kobietę w tym towarzystwie, profesorkę, popularyzatorkę nauk biologicznych i obrończynię Puszczy Białowieskiej.
Wacław Sieroszewski (1858 – 1945) jako badacz – literat  przybliżył innym egzotyczny świat dalekiej Azji i Afryki. Jako dwudziestolatek skazany i zesłany na Syberię za działalność niepodległościową, wykazał niezwykłą siłę przetrwania. W każdej sytuacji zachowywał się inaczej niż wskazywały na to sytuacja i warunki. Tam, gdzie inni umierali, on nigdy się nie poddawał.
Czesław Tański (1861 – 1942) z kolei był jednocześnie artysta malarzem i jednym z pierwszych na świecie konstruktorów maszyn latających. Jako pierwszy polak wzbił się w powietrze na szybowcu własnej konstrukcji. Realizując swoje marzenia i plany był traktowany jak wróg rosyjskich władz,  dla które niszczyły każdego samodzielnie myślącego człowieka. Samodzielnie myślącym był też muzyk, pisarz i znany publicysta Stefan Kisielewski (1911 – 1991), który nie byłby uznawany za niepokornego w normalnym kraju. Inaczej bunt przeciwko politycznej poprawności traktowany był w peerelowskiej, pełnej absurdów rzeczywistości. Jednym z takich absurdów, który dziś bardziej śmieszy niż przeraża, jest sytuacja, która dotknęła równie wybitnego pisarza Janusza Szpotańskiego (1929 – 2001), znanego bezkompromisowego satyryka PRL-u, skazanego na trzy lata więzienia.  W jednym z jego utworów (“Cisi i gęgacze”) pojawiła się bowiem postać wzorowana na ówczesnym pierwszym sekretarzu KC PZPR, Władysławie Gomółce. Ten, w oficjalnym przemówieniu w marcu 1968 roku skrytykował twórczość Szpotańskiego i  był to najprawdopodobniej jedyny taki przypadek w historii kiedy podmiot liryczny wypowiedział się o swoim autorze.
Trzecią grupą osób, których biografie ujęto w omawianym zbiorze są społecznicy, niezwykle zaangażowani w działalność na rzecz młodzieży i osób wykluczonych. Pierwszym jest  Andrzej Małkowski (1888 – 1919) – twórca polskiego skautingu, który swoim zdyscyplinowaniem, uczciwością, pracą społeczną dawał przykład młodszym i zachęcał do organizowania się w duchu harcerskich ideałów. Te, bliskie były też Jackowi Kuroniowi (1934 – 2004), który zafascynowany systemem pedagogicznym Makarenki, przeszedł do historii jako współtwórca Komitetu Obrony Robotników, minister pracy i  pomysłodawca tzw. kuroniówki.
Niepokornym był też Marek Kotański (1942 – 2002), twórca Monaru, Markotu i wielu inicjatyw społecznych mających na celu uwrażliwiać ludzi na problemy narkomanii, bezdomności, biedy i bezradności. Jak wyżej opisani poprzednicy bezkompromisowy, silny ciałem i duchem, przestrzegający zasad humanizmu, posiadający dar zjednywania sobie ludzi.
Mimo różnorodności, biografie te łączy niezgoda na zło i kłamstwo, poświęcenie dla idei i drugiego człowieka, nieprzeciętne zainteresowanie prawami rządzącymi światem i ludźmi. Każda z tych jedenastu osób miała świadomość własnej wartości, wgląd w siebie, swoje potrzeby oraz pragnienia i każda systematycznie realizowała swój życiowy plan. Można też wymienić szereg cech, które charakteryzowały wszystkie te postaci: nieustanne zaangażowanie w pracę na rzecz ludzi i przyrody, akceptacja i dystans do swoich słabości, siła charakteru przy dziecięcej wrażliwości, poczucie humoru, autonomia w podejmowaniu decyzji, otwartość na nowości przy konsekwencji w zachowywaniu mocnego kręgosłupa moralnego, pokonywanie trudności życiowych tak jakby były one konieczne dla zdrowia psychofizycznego, nieporównywanie się do innych, tylko ciągłe dążenie do bycia lepszym od siebie. Cechy te niewątpliwie tworzą obraz ludzi niepokornych ale też charakteryzują tych z dojrzałą osobowością.

Autor: Karolina Kmiecik-Jusięga

——————————–

Recenzja książki pt.: Pochwała niepokory, pod red. Beaty Jankowiak-Konik
wyd. Demart SA,  Warszawa, 2012
ISBN 978-83-74-27-684-9
Tekst ukazał się w miesięczniku Remedium, nr 6, 2012.


Kobiece spojrzenie na ojcostwo

O poradniku Mocni ojcowie, mocne córki, 10 sekretów ojcostwa
Meg Meeker w swoim poradniku “Mocni ojcowie, mocne córki, 10 sekretów ojcostwa* opisuje ojcostwo z perspektywy córki. Wskazuje najważniejsze obszary wpływu ojca na wychowanie dziewczynki, a potem dorastającej dziewczyny, formułuje także szereg praktycznych porad ułatwiających pozytywne relacje z przechodzącymi różnorodne metamorfozy młodymi kobietami.

Obecność ojca, jak pisze autorka, jest niezbędna dziecku po pierwsze po to, by  zdobyło i utrzymało poczucie bezpieczeństwa, wydostając się z diadycznej relacji z matką oraz zdołało unieść „żałobę wynikającą ze straty związanej z tą separacją”. Po drugie tata sprawuje wobec dziecka nie tylko funkcje ochronno-zabezpieczające, ale także regulacyjne, a więc kontroluje, dyscyplinuje, egzekwuje, działa na zasadzie autorytetu, źródła norm i zasad. Ojciec ułatwia dorastającej córce formowanie tożsamości, kształtowanie umiejętności komunikowania się i wybór drogi życiowej.Pod wpływem ojca formuje się w młody człowieku system ideałów, rzeczy wzniosłych, metafizycznych czy transcendentalnych. Można wręcz powiedzieć, że matka jest „od spraw realnych” a ojciec „od idealnych”.

Meg Meeker pokazuje w jaki sposób ideały lub ich brak mają wpływ na zachowania oraz sferę uczuciową i racjonalną dziewcząt. W dziesięciu rozdziałach poradnika, z których każdy w tytule zawiera istotne przesłanie (np. ucz ją pokory, bądź takim mężczyzną, jakiego chcesz aby poślubiła, naucz ją walczyć, miej z nią stały kontakt), pokazuje ojcom jak żyć i porozumieć się z dorastającymi córkami, jak słuchać, spędzać czas wolny, stawiać granice, w jaki sposób chronić przed zagrożeniami współczesnego świata, jak być dla nich wzorem. Prawie każda historia poruszająca te kwestie, wzięta z praktyki lekarskiej i doświadczeń życiowych autorki, poparta jest odpowiednimi badaniami naukowymi, z podaniem źródeł (głównie literatury medycznej i psychologicznej). To rzadkość w przypadku poradników, dlatego książka jest to pozycją nie tylko przydatną dla rodziców ale także dla badaczy zainteresowanych naukowymi aspektami ojcostwa.
Autorka sporo miejsca poświęca kwestii rozwoju seksualnego dziewcząt, zwracając uwagę, że deprecjonowanie tego obszaru przez ojców w pewnych momentach życia młodej dziewczyny, omijanie go, może powodować trwałe szkody. Pokazuje także, że brak pozytywnych relacji z ojcem prowadzi często do wyboru niewłaściwego (np. agresywnego, uzależnionego) partnera lub ulegania medialnym i rówieśniczym zachętom do podejmowania ryzykownych praktyk seksualnych. Meg Meeker wykazuje na związek nieuporządkowanego życia seksualnego z depresją i zaburzeniami osobowości. Jak wynika z jej analiz przypadków, u ich podłoża bardzo często stoi fizyczny lub psychiczny brak ojca. U dziewcząt deficyt ojca zaznacza się najczęściej w braku ideałów, tak zwanego „kręgosłupa moralnego” i niskim poczuciu własnej wartości.To z kolei bardzo często jest podstawą niewłaściwej komunikacji z rówieśnikami, zbytniego ulegania modzie i trendom kreowanym przez media, a także źródłem zaburzeń odżywiania, takich jak bulimia, ortoreksja czy anoreksja. Meg Meeker twierdzi, że problemy z odżywianiem (najczęściej odchudzaniem) rodzą się, kiedy dziewczyna czuje się opuszczona przez ojca, stąd jego uwaga  i czas poświęcony córce jest tak ważny. Nie chodzi tu o prowadzenie rozmów edukacyjnych, udzielanie rad, nawet w najlepszej intencji. Raczej o wysłuchanie i robienie czegoś wspólnie, często dostrojenie się do potrzeb i stylu komunikacji charakterystycznego dla dziewcząt  („w rozmowie z córką musisz użyć dwa razy więcej słów niż użyłbyś normalnie”).
Meg Meeker wielokrotnie w swojej książce podkreśla, że postępowanie i sposób rozumowania ojca jest diametralnie inny niż zachowania i percepcja córki. Także świat kultury, w którym żyją córki jest odmienny od tego, w którym poruszają się ich ojcowie. Każdy ojciec powinien zadbać, by głównym czy jedynym czynnikiem kształtującym ją nie byłą kultura masowa i media będące jej nieodłącznym elementem. Przekonuje także, że warto poświęcić osiemnaście lat swojego życia, by pomóc własnemu dziecku stać się nie tylko w pełni samodzielnym, odpowiedzialnym i przygotowanym do dojrzałego życia ale też pokornym człowiekiem. Pokora jest dla autorki realnym, krytycznym postrzeganiem swojej osobowości, wad i zalet oraz podstawą wszystkich relacji międzyludzkich. Ojciec chcąc nauczyć swoją córkę pokory sam musi być pokorny. To znaczy musi widzieć najwyższą wartość człowieka w jego człowieczeństwie a nie dlatego, że coś osiągnął, coś posiada, „kimś jest”. Ten prosty przekaz powoduje, że w zupełnie innym świetle córka będzie odbierać  skierowane do niej informacje od rówieśników, przekazy medialne, reklamy, treści z gazet młodzieżowych itp.
W zachodniej cywilizacji mówienie o pokorze w poradniku dla rodziców może być odbierane jak żart lub ignorowanie „nowoczesnych” wymagań edukacyjnych, takich jak: przedsiębiorczość, zdolność zdrowego rywalizowania, kreatywność, dostosowywanie się do sytuacji przy zachowaniu zasad moralnych. Autorka podaje argumenty, dlaczego pokorny stosunek do świata jest potrzebny w kształtowaniu tych umiejętności.Przedsiębiorczość i rywalizacja polegają w dużej mierze na konstruktywnych i efektywnych relacjach z innymi ludźmi. Relacje te mogą być pełne i pozytywne tylko wtedy kiedy nie stawia się własnej osoby ponad innych i kiedy posiada się kompetencje realnego oceniania rzeczywistości. Bycie kreatywnym również zależy od tego w jakim stopniu potrafimy zdiagnozować swoje prawdziwe możliwości. Poza tym, jak podkreśla autorka, dziewczęta posiadające dar pokory mają szansę nawiązać i utrzymać długotrwałe, głębokie przyjaźnie, co jest niezmiernie ważne w życiu każdego człowieka. Nie zostaliśmy bowiem stworzeni do samotności!
Opisując osobiste relacje z ojcem, Meeker próbuje skłonić czytelnika do refleksji i podjęcia pracy nad samym sobą. Przekazuje gotowe metody oddziaływania na najważniejsze obszary życia córek. Zaznacza, że nie potrzebują one ojców – partnerów, czy ojców – przyjaciół. Pragną mieć ojców – bohaterów, którzy są mądrzejsi, silniejsi, kierują się zasadami, i wysoką samodyscypliną. Córka – w opinii autorki- najbardziej potrzebuje od ojca jego czasu i jeśli go dostanie (wystarczająco dużo i odpowiedniej jakości), pewnego dnia wybierze dobrego mężczyznę, który będzie ją kochał, nigdy jednak nie zastąpi ojca. To największa nagroda za bycie dobrym tatą.

 

 Autor: Karolina Kmiecik-Jusięga
——————————–
*Meg Meeker, pt.: Mocni ojcowie, mocne córki, 10 sekretów ojcostwa, wyd. M, Kraków 2012, przekład: Michał i Katarzyna Głowaccy, ISBN 978-83-7595-306-0

Czy autorytet polityczny jest potrzebny w dobrze funkcjonującym społeczeństwie?

Stan autorytetu politycznego we współczesnym świecie

Jacek Ziółkowski opisuje stan autorytetu we współczesnym świecie: „całokształt zmian społeczno-politycznych, przemiany osobowościowe odbiorców autorytetu wprowadziły głęboki zamęt w sposobach, schematach kwalifikacji do roli autorytetu, oczekiwań wobec niego, zadań, jakich winien się podejmować, wyników jego działań, trwałości zaufania. Reasumując współcześnie można mówić o sprzeczności między dwoma wymiarami problemu. Z jednej strony istnieje pewien mit, rozumiany jako całokształt milcząco przyjętych założeń wyjaśniających sferę funkcjonowania autorytetu. Samo słowo, jak się wydaje, nadal posiada pozytywny naddatek znaczeniowy, także emocjonalny. Wraz z tym odbiorcy autorytetu posiadają głęboko zakorzeniony, choć niekoniecznie świadomy, zespół naturalnych korelatów i oczekiwań wobec podmiotu, mieniącego się mianem „autorytetu”. Z drugiej strony istnieje świat realnych faktów, uwarunkowań, kontekstów. Autorytet nigdy nie musiał być tym, za kogo go uważano. Istotną różnicą warunków współczesnych jest daleko większa możliwość weryfikacji, tak określonych przymiotów autorytetu, ale także jego wyników, rzeczywistej przydatności względem potrzeb odbiorcy1”. Zatem czym jest autorytet polityczny w świadomości współczesnego człowieka?

Autorytet polityczny – szczególny atrybut jednostki lub grupy sprawującej władzę, polegający na zdolności wpływania na postawy i zachowania społeczne poprzez wzbudzanie szacunku i uznania dla siebie lub swoich decyzji2

Kto nam przychodzi na myśl gdy słyszymy takie epitety jak: debile, darmozjady, nieroby, złodzieje, idioci, banda baranów? Wystarczy włączyć telewizor, otworzyć gazetę, zajrzeć do Internetu, wszędzie sytuacja wygląda podobnie, choć fora internetowe jakby bardziej obfitują w inwektywy. Określeniami takimi traktuje się polityków (ale też politycy obdarzają nimi siebie na wzajem), a przecież ludzie ci zostali wybrani w demokratycznych wyborach przez większość społeczeństwa. Zatem co jest nie tak? Gdzie leży przyczyna braku autorytetu i elementarnego szacunku dla rządzących, a może autorytet w polityce jest już niepotrzebny? Żyjemy w czasach globalizacji i wolnej gospodarki zatem po co komu autorytet polityczny, po co politycy? „Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce”3 zatem skąd czerpać wzorce, gdzie znajdować punkty odniesienia? Nie odpowiem tutaj na te pytania, nie odpowiem również na pytanie czy autorytety we współczesnym życiu polityczny istnieją czy też nie, chciałabym zastanowić się nad tym: czy autorytet polityczny jest potrzebny w dobrze funkcjonującym społeczeństwie? Zastanowić się i podjąć próbę odpowiedzi gdyż, jeśli jest potrzebny to w przypadku jego braku mamy problem, a jeśli nie jest to nie ma co się przejmować brakiem czy też ewentualnym nadmiarem autorytetów w polityce Polskiej XXI wieku.

Czy miał rację Platon4 i Arystoteles5 twierdząc, że demokracja jest najbardziej zwyrodniałą formą ustroju. Dla Arystotelesa demokracja nie była dobrym ustrojem, bowiem ten model władzy w państwie oznaczał rządy osób nieoświeconych, rządy tłumu, który w podejmowanych decyzjach kierował się emocjami, a nie wiedzą. Podobnego zdania był także i Platon. Arystoteles opowiadał się za rządami sprawowanymi przez osoby najlepiej wykształcone, tylko tacy obywatele mieli nie dopuścić do chaosu w państwie. Arystoteles definiuje politykę jako „suwerenną organizację wyposażoną w autorytet”. A więc, jak można wnioskować, pojęcie autorytetu wydaje się być kluczowe w sprawowaniu władzy. O ile wyborów dokonuje ogół społeczeństwa, także ta jego część która nie jest dostatecznie wyedukowana, to wybór ten powinien być dokonywany spośród ludzi wykształconych i o wysokim poziomie moralnym. Powstaje tu jednak pytanie: kto i w jaki sposób miałby tej wstępnej selekcji dokonywać?
Max Weber mówił o trzech rodzajach autorytetu6:
1. Autorytecie charyzmatycznym – wynikającym z wiary w szczególne właściwości określonej osoby.
2. Autorytecie tradycjonalistycznym – wynikającym z tradycji, przyzwyczajenia, „(…) będzie to również relacja w obrębie sprawowania władzy, która polega na odnoszeniu się z pietyzmem do tego, co zawsze trwało (rzeczywiście, rzekomo lub pozornie).
3. Autorytecie, który można określić jako biurokratyczny – wynikający z prawa i norm.

Na podstawie typologii Webera można powiedzieć iż autorytet polityczny to swego rodzaju kompilacja tych trzech typów gdyż powinien zawierać w sobie wszystkie trzy cechy: mieć charyzmę potrzebną aby przekonać społeczeństwo do swoich działań, budzić szacunek i być prawnie usankcjonowanym.
„ Autorytet jest pojęciem odnoszącym się nie tylko do władzy. Oznacza powagę moralną lub umysłową i w tym sensie przysługuje jakiemuś człowiekowi. Z autorytetem wiąże się znakomitość w jakiejś dziedzinie wiedzy lub działalności. Autorytet wreszcie oznacza władzę, ale nie tylko władzę rozkazywania, lecz także władzę przykładu, który inni dobrowolnie naśladują, władzę słowa, opinii, które inni szanują, uznają i sami chętnie wcielają w życie”. Tak o autorytecie pisze dr Artur Górski Poseł na Sejm RP i nie na darmo przytaczam tu definicję Artura Górskiego jest on bowiem szefem powstałego w 2005 roku Zespołu Parlamentarnego na Rzecz Przywrócenia Autorytetu Władzy7. W skład zespołu weszli posłowie PiS i LPR. Na pytanie o celowość powstania takiego zespołu Poseł Artur Górski odpowiada tak: „Uważamy, że skoro obywatele mają szanować prawo, powinni najpierw darzyć szacunkiem tych, którzy to prawa ustanawiają. A z tym jak wiemy, jest tragicznie, bo ludzie władzy nie dbają o swój autorytet. Dlatego 13 Posłów i trzech senatorów, w tym wicemarszałek Senatu, prof. Ryszard Legutko, postanowiło zająć się tym problemem. Chcemy wśród polityków propagować ideę służby politycznej i postulować zmiany ustroju państwa w duchu przywrócenia autorytetu, a także upowszechniać w społeczeństwie potrzebę szacunku dla władzy”. Założeniem zespołu było wypracowanie nowej jakości, nowego spojrzenia na funkcję publiczną polityka i na instytucję władzy, począwszy od głowy państwa, przez Senat i Sejm. Zespół ten chciał zaproponować konkretne zmiany w konstytucji, które miały by zapobiegać upadkowi autorytetu. Jakie to miały być zmiany do dzisiaj nie wiadomo. Minęło 8 lat, czy coś się udało zrealizować z tego szczytnego założenia? Wygląda na to, że niestety, nie.

Dnia 4 czerwca 1989 r. odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory do Sejmu oraz w pełni wolne wybory do Senatu. W tym roku obchodzimy 25 rocznicę tego wydarzenia. Minęło ćwierć wieku i co się wydarzyło? Rozpoczynaliśmy swoją drogę ku wolności dysponując takimi autorytetami jak Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Jerzy Giedroyć, Gustaw Herling-Grudziński, Zbigniew Brzeziński, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Jan Nowak-Jeziorański, Władysław Bartoszewski, ksiądz Józef Tischner, Ryszard Kapuściński… mogłabym tu nadal wymieniać, bo to przecież nie wszystkie osoby które darzyliśmy szacunkiem i autorytetem. Osoby te ponad wszelką wątpliwość swoim rozumem i życiem, twórczością i osobistą postawą zasłużyły na to, by ich uważnie słuchać i by im bez poważniejszych obaw powierzyć swoje losy. Próby wojny, stalinizmu, emigracji, różnych form opozycyjnego istnienia w PRL przesiały kilka ówczesnych pokoleń, zweryfikowały kompetencje moralne i intelektualne. Autorytety te były wtedy niezwykłym skarbem Polski i kapitałem, któremu zawdzięczamy odzyskanie wolności w 1989 r.
Czy dzisiaj można by wymienić choć trzy nazwiska ze świata polityki które znaczyłyby coś w świadomości ludzi? A może czasy mamy takie, że autorytetów zwyczajnie nie potrzebujemy? Wystarczy sobie uświadomić fakt, że przez kilkanaście lat wybory w Polsce regularnie wygrywały te ugrupowania, które w sposób najbardziej wyrazisty atakowały uznane autorytety nic w zamian nie oferując. Ci, którzy kolejno stawali na czele walki z autorytetami, szybko jednak rozczarowywali wyborców, zatem (jak można stąd wywnioskować) autorytet jest potrzebny chociażby po to aby otrzymaną władzę i zaufanie móc utrzymać i z pożytkiem wykorzystywać. W walce o władze różni politycy prawie wszystkich ugrupowań starali się dezawuować ugruntowane autorytety, Jan Nowak-Jeziorański był przecież niemieckim konfidentem, Adam Michnik zamiast siedzieć w więzieniu wylegiwał się na Lazurowym Wybrzeżu, Lech Wałęsa obalił komunizm na polecenie Moskwy, a peerelowską opozycją sterowało SB. Nawet Jan Paweł II, inicjujący ekumeniczne modlitwy, odwiedzający synagogi, okazujący szacunek autorytetom takim jak Leszek Kołakowski czy Bronisław Geremek i zapraszający Aleksandra Kwaśniewskiego do papamobile, był w skierowanej przeciw autorytetom narracji bezwolnym narzędziem jakiejś globalnej mafii. Nie liczono się z nikim i z niczym, byle wskaźniki wyborcze rosły. Nic się w tym względzie nie zmieniło, zbliżają się kolejne wybory i znowu, zamiast merytorycznej dyskusji jesteśmy świadkami jatki przedwyborczej płynącej z prasy, radia i telewizji. Choć już teraz autorytetów nie widać zatem i dezawuować nie ma kogo, a nawet gdyby ktokolwiek chciał autorytetowi polityka umniejszyć czy ośmieszyć go to musiałby się bardzo pospieszyć aby zdążyć przed nim samym.

Politycy XXI wieku mają do dyspozycji profesjonalistów którzy oferują im „efektywną metodę, otwierającą drogę do budowy zaufania społecznego i w efekcie osiągnięcia długofalowego sukcesu wyborczego”8, do dyspozycji mają, może nawet korzystają ale „po owocach poznacie ich”, a tu „owoców” nie widać. Zresztą nie chodzi o efekty wywołane takimi narzędziami jak: mentoring, coaching, branding personalny czy psychologia społeczna, chodzi o prawdziwe zaangażowanie, o wiedzę popartą doświadczeniem, o wartości, o chęć pracy i współpracy o prawy i godny światopogląd o wiarygodność, rzetelność, silny potencjał przywódczy i umiejętności komunikacyjne. Jak pisze J. Ziółkowski9: „możliwe sukcesy na jednym polu, z pewną dozą prawdopodobieństwa staną się doskonałym kapitałem do zagospodarowania w dziedzinie zupełnie innej. Najważniejsze, aby wyróżnić się z tłumu. W końcu współcześnie autorytetem może być i gwiazda rocka, choć zapewne nie dla wszystkich. Tego typu gloryfikacja odmienności, mylenie autorytetu z popularnością, sławą, być może sztucznie kreowaną jest swoistym paradoksem. W obliczu rzeczywistego zapotrzebowania na autorytet, łaską i zaufaniem często obdarza się podmioty zupełnie przypadkowe lub nawet jawnie niespełniające minimalnych kryteriów adekwatności.

TNS OBOP na zlecenie „Gazety Wyborczej”10 przeprowadził sondaż wśród młodych Polaków w wieku 19-26 lat zadając pytanie o to, kogo uważają za swoje autorytety. Brano pod uwagę osoby prywatne i publiczne. Ponad połowa badanych wskazała na swoich rodziców – 53 proc., 47 proc. wymieniło Jana Pawła II. Dla 8 proc. autorytetem jest Jerzy Owsiak, po 4 proc. wymieniło Dalajlamę, Kubę Wojewódzkiego i swojego nauczyciela. 13 proc. badanych odparło, że nie ma autorytetów w życiu. Politycy wypadli blado: Lech Wałęsa zdobył 3 proc. wskazań, Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski (po 1 proc.), a Donald Tusk nie uzbierał nawet 1 proc. Widać stąd jasno iż politycy nie cieszą się żadnym autorytetem wśród młodzieży. Dorośli zaś umieszczają zawód „polityka” w grupie zawodów cieszących się najmniejszym prestiżem i zaufaniem. Świadczy to o braku autorytetu politycznego, nie wyklucza jednak iż takowy jest potrzebny.

Bardzo szerokie badania autorytetu przeprowadził i opisał amerykański profesor psychologii Stanley Milgram11. Na podstawie znanego eksperymentu wykazał, jak silny jest w naszej kulturze nacisk na posłuszeństwo autorytetom. Eksperyment polegał na tym, iż wielu normalnych, psychicznie zdrowych ludzi wbrew własnej woli zadawało innemu człowiekowi bolesne i niebezpieczne wstrząsy elektryczne na polecenie osoby stanowiącej w danej sytuacji autorytet. Badacz pełnił role prawomocnego autorytetu – informował o regułach, przydzielał role i polecał wykonanie zadania nauczycielom, gdy sprzeciwiali się lub wahali. Uczestnikami przedsięwzięcia byli nauczyciel, uczeń i badacz. Uczeń zostawał odpytywany z materiału, którego miał się nauczyć, w przypadku błędnej odpowiedzi, nauczyciel „serwował” mu porażenie prądem. Co więcej wstrząsy elektryczne były coraz silniejsze jeśli uczeń nie znał odpowiedzi na kolejne zadawane pytania. Nauczyciel widział ból jaki przeżywa uczeń, mimo tego kontynuował badanie pod naciskiem badacza. Wyniki badań okazały się zaskakujące. Zamiast ulec prośbom ucznia, niemal dwie trzecie badanych zadawało mu kolejne, coraz silniejsze szoki, dopóki eksperymentator nie zakończył badania.

Czynnikami, które nasilały posłuszeństwo badanych były: – bliskość autorytetu i stopień jego zaakceptowania jako “prawdziwego autorytetu” – zinstytucjonalizowanie autorytetu. Jeśli eksperymentator był spostrzegany np. jako pracownik uniwersytetu, to uległość badanych rosła (podobnie dzieje się, gdy za daną osobą stoi inna instytucja np. urząd, wojsko, szpital itp.) – brak bezpośredniego kontaktu lub duży dystans do ofiary.
Łatwo uświadomić sobie, jak wiele naszych przekonań, decyzji i działań ma u podstaw zaufanie do kompetencji i dobrej woli ludzi, którzy udzielają nam rozmaitych informacji. Zaufanie to musi więc być predyspozycją wrodzoną, należącą do naszego wyposażenia genetycznego. Jest ona niewątpliwie produktem ewolucji, stanowiąc ważny warunek przetrwania jednostki i gatunku tak dalece stadnego, jak ludzki. Wraz z postępem myśli liberalnych, nasileniem społecznej aktywności i ruchliwości, zmian cywilizacyjnych, gwałtownego rozwoju nauki i wielu innych odpowiadających za obecny porządek rzeczy, siła oddziaływania autorytetu zmienia się i kurczy jednak nie ulega wątpliwości iż autorytet jest potrzebny.

Jan Zieleniewski12, zajmujący się prakseologiczną teorią organizacji, tak napisał o autorytecie: „istota autorytetu kierownika polega na tym, że kierowani oceniają pozytywnie walory jego charakteru i umysłu i wskutek tego są z góry nastawieni na posłuszeństwo nie z obawy przed represjami, tylko w przekonaniu o słuszności i trafności otrzymywanych zaleceń. Autorytet oparty jest zawsze na zaufaniu kierowanych, że kierownik jest wobec nich lojalny i że umiejętnie nimi kieruje”.

Władza bez autorytetu jest i będzie władzą słabą, a słaba władza to słabe państwo. Autorytet w polityce jest bardzo potrzebny w czasach kryzysu, przemian i reform. Władza bez autorytetu – musi albo oszukiwać obywateli (jak to się dzieje w wielu przypadkach), albo ich terroryzować do czego, miejmy nadzieję, nie dojdzie choć uchwalenie ustawy 106613 może wskazywać, że i do tego władza się przygotowuje.
Zatem czy autorytet polityczny jest potrzebny w dobrze funkcjonującym społeczeństwie? Wydaje się, że niestety dla nas, tak! Bo jak ma funkcjonować państwo bez zaufania społeczeństwa do władzy? Jak bez autorytetów u władzy zgadzać się na trudne reformy, jak utożsamiać się z państwem w sytuacji gdy nie ma do kogo i do czego się odnieść? Oglądałam programy przedwyborcze gdyż nieuchronnie zbliżał się 25 maja 2014 roku a wraz z nim wybory do Parlamentu Europejskiego, oglądałam spoty wyborcze i usilnie próbowałam wyłuskać z tej papki przepełnionej głupotą, insynuacjami i wulgaryzmami choć odrobinę merytorycznych treści. Za wschodnią granicą Polski narasta konflikt (Rosja – Ukraina) a polscy politycy są wobec tej sytuacji jak dzieci we mgle co w żaden sposób nie uspokaja zaniepokojonego sytuacją społeczeństwa. Ostatnio nagłośniona i przez media z upodobaniem cyzelowana „afera taśmowa” w żaden sposób nie ułatwia budowania autorytetu ludzi będących u władzy, trudno w tej sytuacji mieć do nich zaufanie i szacunek. Z ubolewaniem i przerażeniem stwierdzam iż polska polityka na dzień dzisiejszy autorytetu nie posiada choć takowy bezsprzecznie jest potrzebny i aż strach pomyśleć dokąd nas ten deficyt doprowadzi.

Autor: Małgorzata Tomaszewska

——————————–

1 Artykuł – Jacek Ziółkowski, Paradoksy funkcjonowania autorytetu społeczno - politycznego
2 www.wybory.com.pl
3 Lew Tołstoj (1828–1910) – rosyjski pisarz
4 Platon (ok. 427-347 p.n.e.), filozof grecki. Był twórcą systemu filozoficznego zwanego obecnie idealizmem platońskim.
5 Arystoteles (384–322 p.n.e.) – wybitny filozof grecki, najwszechstronniejszy myśliciel i uczony starożytności.
6 Weber, Max. 2004. Racjonalność, władza, odczarowanie. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.
7 www.sejm.gov.pl
8 http://www.humanbrandprogram.pl/oferta/program-autorytet-w-polityce/
9 Artykuł – Jacek Ziółkowski, Paradoksy funkcjonowania autorytetu społeczno - politycznego
10 10-14 marca 2011 r. próba reprezentatywna 500 osób w wieku 19 – 26 lat
11 Stanley Milgram (ur. 15 sierpnia 1933, zm. 20 grudnia 1984) – amerykański psycholog społeczny na uniwersytetach Yale, Harvarda oraz Nowojorskim. Z wykształcenia politolog. Na Uniwersytecie Yale przeprowadził eksperymenty posłuszeństwa wobec władzy (1963).
12 Zieleniewski, Jan. 1969. Organizacja i zarządzanie. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.
13 Ustawa 1066 o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Projekt dotyczy umożliwienia funkcjonariuszom lub pracownikom państw członkowskich UE i innych państw stosujących dorobek Schengen oraz państw trzecich udziału we wspólnych operacjach na terytorium RP (ochrona porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobieganie przestępczości, w trakcie zgromadzeń, imprez masowych, klęsk żywiołowych, katastrof). 24.02.2014 r. ustawa została podpisana przez Prezydenta RP

Każdy potrzebuje autorytetów

Rozmowa z Tomaszem Gubałą, pomysłodawcą i inicjatorem kampanii Bądźmy poszukiwaczami autorytetu

…. o samej akcji

…. o autorytetach w dzisiejszym świecie

…. o Janie Pawle II oraz tym

…. za kim i za czym idą młodzi ludzie

-Skąd pomysł na akcję?

-Sam pomysł, tak jak i w ogóle personalizm, wynikają z natury. Pracując wiele lat z młodzieżą jako profilaktyk, zastanawiałem się, jak uchronić ją przed zagrożeniami, które czyhają w dzisiejszym świecie. Narkotyki, alkohol, pornografia… Szukaliśmy uniwersalnych sposobów na to, żeby wzmocnić młodych, żeby byli silniejsi, odważniejsi, bardziej poukładani. Wychodzi na to, że jedyną strategią, która przynosi prawdziwe efekty, jest strategii liderów, autorytetów. Każdy człowiek potrzebuje kogoś, kto jest dla niego wzorem do naśladowania. Idąc dalej tym tropem – wiemy, że autorytet odpowiada na dwie podstawowe potrzeby każdego człowieka: potrzebę miłości i potrzebę akceptacji. Dzięki komuś, kogo uznaję za mistrza, czuję się bezpieczny. On pokazuje mi, jak iść przez życie, i czuję, że jestem dla niego ważny, kocha mnie miłością bliźniego. Jestem z nim w dobrej relacji, dzięki której czuję się potrzebny i akceptowany.

-Jakie konkretne autorytety chcielibyście przez tę akcję promować?

-Jest tylko jeden autorytet, który chcielibyśmy bezpośrednio promować – jest nim Jan Paweł II. Inne autorytety chcemy wskazywać przede wszystkim poprzez cechy, którymi się odznaczają. Tutaj ciekawym pomysłem może być szukanie tych cech przez młodych, aczkolwiek kilka z nich, jak sądzę, jest uniwersalnych.

-Jakie wspólne cechy ma pan na myśli?

-Bardzo długo się nad tym zastanawiałem a ostatecznie okazało się, że zostały one już dawno opisane w literaturze, i są one znane w każdej kulturze i społeczeństwie. Pierwsza – to roztropność, zdolność do odpowiedzialnego planowania i ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. Niestety, dziś wielu młodych nie zna znaczenia tego słowa. Druga cecha to sprawiedliwość, dziś powiedzielibyśmy – bycie fair.
Autorytet musi wymagać tak samo od siebie, jak i od innych. Później – umiarkowanie – czyli umiejętność ograniczania samego siebie. Jest to niezwykle ważne w kontekście wszelakich uzależnień. Ktoś umiarkowany korzysta z pozytywnych aspektów np. gier komputerowych, rozrywki, a dorosły także np. z alkoholu, ale potrafi to robić w odpowiednim czasie, miejscu, ilości. Ostatnią, i według mnie najważniejszą cechą jest męstwo. Oczywiście, również kobiety również mogą być mężne. Ta cecha pomoże nam wytrwać w czasie próby, bo co z tego, że ktoś będzie bardzo mądry, a w sytuacji kryzysowej pęknie? Lub jeśli będzie sprawiedliwy, a da się przekupić? Jest jakby uzupełnieniem wcześniejszych cech. To właśnie są cztery cnoty kardynalne, o których mówi nam także Kościół Katolicki.

-Jak mogą się one objawiać?

-Na pewno ich wyznacznikiem jest szanowanie innych autorytetów, ale także pewna spójność – czyny muszą być odzwierciedleniem myśli i słów. Autorytet nie może jednego robić, drugie radzić innym, a jeszcze trzecie myśleć. Doskonałym przykładem jest tutaj właśnie Jan Paweł II. W książce Marka Lasoty „Donos na Wojtyłę” jest opisana taka sytuacja: ojciec święty zostaje poinformowany, że na Watykanie jest szpieg, który donosi o wszystkich jego działaniach, słowach, decyzjach. Papież miał wtedy wzruszyć ramionami i stwierdzić, że nie widzi problemu, bo przecież wszystko, co robi, jest jawne, niczego nie musi ukrywać. To wspaniały dowód właśnie tej spójność, prawdziwości – cokolwiek robię, nie ma w tym fałszu i nie może mnie ani moich wartości zdyskredytować. Kolejnym wyznacznikiem jest miłość bliźniego, fakt, że zależy mi na dobry innych, a nie tylko swoim, że nie jestem egoistą.

-Nie wydaje się panu, że w dzisiejszej Polsce mamy poważny kryzys autorytetu? Że dziś brak nam konkretnych wzorów do naśladowania, osób, które miałyby posłuch we wszystkich środowiskach?

-Myślę, że to bardzo poważny problem. Wielu badaczy mówi o tym, jedni nazywają to „kryzysem”, a inni nawet „śmiercią” autorytetów. Brakuje ich, to prawda, ale może gdzieś one są, a my ich nie dostrzegamy? Nie afiszują się, nie są medialne, ale jakoś tam w swoich środowiskach działają? Mam też wrażenie, że celebryci celowo rozbijają autorytety. Oni są idolami, nastawionymi na własną korzyść, promowanie siebie samych. Tacy ludzie nie lubią prawdziwych autorytetów, mistrzów, bo ci mówią prawdę, zależy im na dobru ogółu, a idole lansują siebie i chcą zagarnąć całą sławę, uznanie, pieniądze. Są nastawieni na jak największe własne korzyści, a autorytety mówią: jest coś, ktoś większy i ważniejszy ode mnie, nie skupiajcie się na mnie, ale na tym, co wam przekazuję.

-Czy jako organizatorzy nie obawiacie się, że osoba Jana Pawła II może wielu ludzi zniechęcić do akcji? Co prawda jest on powszechnie szanowany i ceniony, ale dla niektórych pozostaje przede wszystkim człowiekiem wierzącym, głową Kościoła, z którym nie chcą mieć oni zbyt wiele wspólnego.

-Szczerze mówiąc trochę się tego obawiamy. Wiele osób już nam o tym dawało znać, mówiło, że może być to problemem w promocji akcji. Zastanawiam się jednak, czy znalazłby się inny autorytet tak wielkiego kalibru i tak mało kontrowersyjny, jak on? Nie ma nikogo innego, kogo zasługi byłyby tak rzadko kwestionowane, lub kto byłby tak rzadko oczerniany. Wydaje mi się, że ci, których jego osoba nie przekona do naszej akcji, skreślą ją tak naprawdę z rozpędu. Nie będą chcieli tak naprawdę poznać, o co nam chodzi, będą woleli myśleć stereotypowo, że musi to być związane z religią, a oni przecież jej nie lubią. Tymczasem autorytet jest kwestią uniwersalną, a nie jakąś składową katolicyzmu. Nie trzeba o nim mówić tylko w kontekście religijnym. Mimo to chcemy jednak trwać w tej swojej wizji. Jan Paweł II był spójny, jak nikt inny, z czym ja się zgadzam i również nie mam zamiaru udawać czy wypierać się, że to taka ogólna akcja a z naszym papieżem nie ma to za wiele wspólnego. Jeśli jednak kogoś jego osoba razi to zapowiadam, że w przyszłym roku mamy zamiar szukać autorytetów np. w kulturze, sporcie, historii, więc zapraszam ich do działania wtedy. Za rok nie będziemy się skupiać na Janie Pawle, ale na tym, czy autorytetem może być np. dobry muzyk czy sportowiec.

-To wszystko bardzo szczytne idee, ale w jaki sposób chcecie je państwo wcielać w życie?

-Przede wszystkim przez zorganizowanie i rozegranie wielkiej gry miejskiej „Autorytet poszukiwany”. Będzie ona miała miejsce w Krakowie, w październiku, a za ten czas będziemy uczyli młodzież, jak odróżnić autorytet od idola. W tym celu przygotowujemy lekcje, filmy szkoleniowe orz spotkania z rodzicami i szkolenia dla nauczyciela. W końcu trudno mówić o autorytetach dzieci i młodzieży, nie zahaczając o to, czy jest nim rodzic lub nauczyciel. To zresztą widać często w szkołach, którego nauczyciela dzieci poważają, szanują, który ma posłuch, a który jest nielubiany czy nawet wyśmiewany. W planach mamy także konferencje, może jakieś spotkania z gośćmi, debaty… Liczę tutaj na pomoc młodych, na pomoc środowisk, chcących podyskutować o autorytetach, także na „Może coś Więcej”. Jeśli się porozumiemy, dojdziemy do wniosku, że nam wszystkim coś się nie podoba i trzeba to zmienić – a ja właśnie z takiego stanowiska wyszedłem – będziemy mogli naprawdę dużo zmienić.

-Czyje poparcie zyskała już akcja?

-Wspiera nas małopolski kurator oświaty, pan Aleksander Palczewski, krakowskie Muzeum Lotnictwa, gdzie znajduje się helikopter, którym podróżował w czasie pielgrzymek do Polski Jan Paweł II. Patronatu udzielili nam także marszałek województwa małopolskiego, pan Marek Sowa, oraz oczywiście kardynał Stanisław Dziwisz, który bardzo nas popiera i uważa, że trzeba wiele zmienić, bo dziś wielu młodych odpowiada, że ich autorytetem jest Jan Paweł II, ale na pytanie: dlaczego? nie umieją już niczego konkretnego odpowiedzieć.

 

Rozmawiał Kajetan Garbela

wywiad z dwutygodnika “Może coś Więcej” nr 9


KRYZYS autorytetów

We współczesnym świecie nastąpił kryzys autorytetów, ponieważ zapomnieliśmy, kto powinien nim być. Wielu z nas za wzór do naśladowania uważa gwiazdy różnego formatu, a nie osoby z najbliższego otoczenia. A dzieje się tak ponieważ media mydlą nam oczy zacierając ślady jakiejkolwiek prawdziwości człowieka i kreując własną prawdę, w którą my naiwnie wierząc uznajemy tą osobą za najdoskonalszy wzór do naśladowania
We współczesnym świecie nastąpił kryzys autorytetów, ponieważ zapomnieliśmy, kto powinien nim być. Wielu z nas za wzór do naśladowania uważa gwiazdy różnego formatu, a nie osoby z najbliższego otoczenia. A dzieje się tak ponieważ media mydlą nam oczy zacierając ślady jakiejkolwiek prawdziwości człowieka i kreując własną prawdę, w którą my naiwnie wierząc uznajemy tą osobą za najdoskonalszy wzór do naśladowania…
A przecież autorytet to Osoba, która jest bliska dla nas, Osoba, która zachowa się w każdej sytuacji odpowiednio, która jest rozsądna, wiele doświadczyła i udziela dobrych rad.
Moimi autorytetami są dwie Osoby, które przywracają mi utracony system wartości, pomagają wyjść z opresji, pośpiechu i niedokładności, najpierw myślą o innych, a później o sobie, dwie Osoby, które uczą mnie kształtować właściwy pogląd na świat, i być Człowiekiem wspaniałomyślnie wrażliwym, który zawsze będzie skłonny pomóc bliźniemu. Moim autorytetem są moi Rodzice i nie wstydzę się tego mówić głośno, bo jak można peszyć się okazując szacunek tym, którzy od dawien dawna okazują go nam?
Podsumowując – autorytetów szukajmy najpierw tam, gdzie jest nam najbliżej – w domu, rodzinie, szkole lub mieście. Czasem może okazać się, że zwykła osoba, która nie zrobiła nic wiele, a po prostu zatroszczyła się nie tyle o siebie, co o innych – będzie lepszym przykładem do naśladowania aniżeli jakakolwiek gwiazda.
Trzeba od każdego wymagać tego, co on może wykonać. Autorytet polega przede wszystkim na rozsądku.
                                                    – Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę
artykuł z http://wodoodporna.blogspot.com/2013/01/kryzys-autorytetow.html

Autorytet – subiektywnie

Autorytet. Czy to pojęcie jeszcze istnieje w dzisiejszym świecie nastawionym na konsumpcję, płytkie wartości propagowane przez media i tempo życia, w którym nie mamy na nic czasu? Pojęcie autorytetu często jest nadużywane, czasami na siłę ktoś każe nam szukać sobie wzorca lub sami go szukamy. Zadając sobie pytanie o autorytet, należy stwierdzić, co to w zasadzie jest i co powinien sobą reprezentować, a mając już tę wiedzę, można pokusić się o ewentualnie wskazanie ludzi zasługujących na to miano.

Autorytet. Czy to pojęcie jeszcze istnieje w dzisiejszym świecie nastawionym na konsumpcję, płytkie wartości propagowane przez media i tempo życia, w którym nie mamy na nic czasu? Pojęcie autorytetu często jest nadużywane, czasami na siłę ktoś każe nam szukać sobie wzorca lub sami go szukamy. Zadając sobie pytanie o autorytet, należy stwierdzić, co to w zasadzie jest i co powinien sobą reprezentować, a mając już tę wiedzę, można pokusić się o ewentualnie wskazanie ludzi zasługujących na to miano.

Na początek definicja: autorytet (z łaciny auctoritas – powaga moralna, znaczenie), prestiż osoby, grupy lub organizacji oparty na uznanych i cenionych w środowisku lub społeczeństwie wartościach: religii, prawie, nauce itp. Autorytet ma osoba, która dysponuje dużą wiedzą, ale też, w zależności od przyjętych społecznie wartości, dużą siłą lub bogactwem. Autorytet instytucji mierzony jest prawomocnością jej poleceń czy zarządzeń.

W polityce autorytet władzy może oznaczać np. akceptację jej decyzji i działań. W Starożytnym Rzymie, auctoritas odnosiło się do stopnia ogólnego poważania, jaki dana osoba posiadała w rzymskim społeczeństwie. A w konsekwencji jej siłę przebicia, wpływy i możliwość gromadzenia poparcia wokół czyjejś woli.

Idąc tym tokiem rozumowania powinni dla nas stanowić autorytet wszyscy politycy, osoby wysoko postawione, zamożnie urodzone, policja, czy choćby osoby lepiej od nas ubrane. A wcale tak nie jest.

Podczas analizy tego zagadnienia natknąłem się na opis pewnego eksperymentu. Badacz stawał w tłumie przechodniów na skrzyżowaniu, czekających na zielone światło. W pewnym momencie wchodził na jezdnię, mimo że świeciło się światło czerwone. Gdy był ubrany elegancko (trzyczęściowy garnitur, teczka, krawat), więcej osób szło w jego ślady, niż gdy był ubrany “zwyczajnie”.

autorytet - subiektywnie

Nie potrafię zrozumieć przyczyn takiego zachowania. Według mnie potwierdza to tylko powierzchowność, jaką darzymy się na co dzień, oceniając drugiego człowieka po wyglądzie. Osobiście staram się unikać takiego postrzegania innych, chociaż nie będę nikogo okłamywał, że tego nie robię, bo i mnie się to zdarza. Każdy z nas ocenia i my jesteśmy ocieniani, pytanie tylko, co potem zrobimy z tym pierwszym osądem, tzn. czy zaszufladkujemy daną osobę nawet nie zamieniając z nią słowa, czy nie. Niejednokrotnie zdarza się, że ludzie mający władzę, noszący mundur i zajmujący wyższe stanowiska nie są odpowiednim przykładem dla młodych ludzi. Ich kręgosłup moralny, kompetencje, postawa wobec bliźnich i zachowanie całkowicie nie pasują do pełnionych funkcji. To samo dotyczy ludzi o dużej wiedzy i inteligencji, lekarzy i duchownych. Oczywiście nie twierdzę, że każdy taki jest, ale poglądy innych ludzi na temat rządu, służby zdrowia i innych instytucji z którymi się spotykam nie są przecież wymyślone, a nawet jeśli, to przecież w każdej historii jest ziarno prawdy. Wszyscy doświadczyli jakiejś sytuacji, która skłoniła ich to wysnucia takich, a nie innych wniosków.

Pierwszym rodzajem autorytetu, jaki możemy wyróżnić, jest autorytet ujarzmiający. Pochodzi nie tyle z osobistych zalet czy zasług, ile z wygórowanych ambicji i żądzy władzy jego “dysponenta” dążącego do podporządkowania sobie wychowanków poprzez stosowanie aparatu przymusu i ustanawianie arbitralnych zakazów bądź nakazów. W tym typie autorytetu ważną rolę odgrywa wrogość wobec indywidualizmu oraz wymuszanie uległości za pośrednictwem cenzury, rywalizacji selektywnej czy represji za nieposłuszeństwo. Autorytet ujarzmiający jest wykorzystywany w tzw. wychowaniu autorytarnym, w którym pozycję wychowawcy legitymizuje sam fakt posiadania władzy pedagogicznej i zdolność wymuszania posłuchu wśród wychowanków. W podejściu takim wychowawca jest rozumiany w pierwszym rzędzie jako reprezentant władzy rodzicielskiej, państwowej bądź wyznaniowej.

Dochodząc do przesadnego wyolbrzymiania i nadużywania, postanowiłem poruszyć temat starszych osób z góry żądających od dzisiejszej młodzieży, aby uważano ich za najwyższy autorytet. Oczywiście większość z nas została wychowana tak, że każdemu człowiekowi należy się odpowiedni szacunek, a w szczególności właśnie osobom starszym. Nie chodzi mi tu o sytuacje oczywiste, np. kiedy moja babcia, lub inna osoba mająca większe doświadczenie ode mnie udziela mi pomocnej rady, reprymendy lub mówi, jak powinienem się zachowywać, czy postępować. Żeby zrozumieć, co mam na myśli wystarczy wsiąść do autobusu czy tramwaju w godzinach szczytu i zająć wolne miejsce siedzące. Ostatnio sam doświadczyłem nieprzyjemnych skutków takiego wydarzenia.

Chciałbym już w tym momencie zaznaczyć, że zawsze staram się ustępować miejsca. Wsiadłem do autobusu, akurat mogłem sobie usiąść, ponieważ nikt nie stał i było kilka wolnych miejsc, po czym nagle z hukiem do środka wpadła kobieta w podeszłym wieku i zaczęła przepychać się miedzy ludźmi krzycząc głośno, jak to ona jest zmęczona. W momencie, gdy chciałem wstać z uśmiechem i zaproszeniem, aby sobie usiadła, usłyszałem zarzut: – Co pan tak siedzi? Proszę wstać, tacy gówniarze powinni okazywać nam więcej szacunku! Naprawdę, trzeba być niewychowanym i nie uznawać autorytetów (o ironio, padło właśnie to słowo). Zastanawiając się nad tym stwierdziłem, że bardzo często wymaga się szacunku, nie dając nawet szansy drugiej osobie na okazanie go. Czy cierpliwość to też nie jest forma dawania przykładu, jaką powinno się stosować wobec bliźnich? Wydaje mi się, że tak. Właśnie takie drobnostki decydują o tym, czy ktoś starszy zasługuje na miano człowieka godnego naśladowania.

Autorytet powinien być czymś pozytywnym. Autorytet wyzwalający inspiruje i konstruktywnie wpływa na postępowanie osób, mobilizując je do inicjatywy i podejmowania samodzielnych działań, stymulując ich zapał, wyobraźnię i intelekt, czy pomagając im w osiąganiu cywilnej odwagi i krytycznej wiedzy. Współpraca z tak rozumianym autorytetem nie wynika z obowiązku czy z powinności, lecz jest całkowicie dobrowolna.

Czytając powyższą definicję, możemy uświadomić sobie jak ważne w wychowaniu dziecka są autorytety. Szczególnie podczas burzliwego okresu dojrzewania. Jeśli dziecko widzi autorytet w rodzicach, ufa im, a oni naprawdę są świadomi swoich decyzji, trudu i znaczenia wychowania, wtedy powinno być właśnie tak jak w pojęciu autorytetu wyzwalającego. Świadomie nie wspominam tu o nauczycielach i funkcji szkolnictwa, ponieważ myślę, że obowiązkiem rodziny jest dostarczenie podstawowych zasad i wartości, a także ukształtowanie u dziecka pierwszych poglądów. Często dziś mówi się o tym, że szkoła ma wychowywać, z czym absolutnie się nie zgadzam, jedynym wynikiem takiego myślenia są późniejsze filmiki na youtube jak zakłada się nauczycielom kosz na śmieci na głowę. Niestety nie zawsze jest tak jak powinno być, jesteśmy ludźmi, każdy ma problemy, każdy jest inny i ma indywidualne podejście. Dotyczy to również rodziców. Jak wspomniałem we wstępie, żyjemy w świecie, w którym na nic nie ma czasu. Często rodzice albo faktycznie go nie mają, albo im się nie chce, albo po prostu boją się trudu wychowywania. Lepiej kupić dziecku komputer, nowy telefon, tablet. Wtedy zamknie się w pokoju, włączy internet i samo poszuka sobie wzorców. Najczęściej błędnych. Wolimy żyć w wirtualnym świecie, relacje rodzinne schodzą na dalszy plan, tak samo fizyczny i werbalny kontakt z drugim człowiekiem. Cała radość z kontaktów międzyludzkich znika w cieniu. Najczęściej właśnie wpadamy w taką pułapkę. I jak później pomóc takiemu człowiekowi, który ma swoje racje? Człowiek młody, nieukształtowany chłonie wszystko, a dzisiejsza rzeczywistość jest pełna agresji, pozornej anonimowości, naciągaczy i innych takich, którzy cieszą się z czyjegoś nieszczęścia. Nie można obwiniać młodych ludzi za to, że nikt nie potrafi im wskazać drogi i sami zaczynają szukać. Wszyscy czegoś szukamy. Ale czy winę należy zrzucać tylko na rodziców? Nie. Ale w takim razie na kogo? Na światowe korporacje i ludzi, którym zależy tylko na pieniądzach? Każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie. Polecam książkę Stanisława Lema „Lube Czasy”, w której opowiada on o tym, jak obawiał się technokratycznej wizji naszego świata, która teraz naprawdę się urzeczywistnia. Czy i my nie powinniśmy obawiać się przyszłości, patrząc na kierunek rozwoju cywilizacji, jego tempo oraz to jak maszyna, biurokracja i wirtualny świat zastępuje drugiego człowieka?

Jakie w takim razie powinny być wnioski? Wydaje mi się, że przede wszystkim sposób myślenia o autorytetach powinien ulec zmianie, ponieważ wcale nie chodzi o władzę i pieniądze, a wielu ludzi tak właśnie myśli podając za swój autorytet np. gwiazdy muzyki, aktorów. Myślę także, że autorytety nie są potrzebne nam całe życie i z wiekiem zmieniają się dla każdego. Jeden ich potrzebuje, drugi nie. Na pewno ważne są dla młodych osób. Później każdy powinien być autorytetem sam dla siebie, ciągle jednak ucząc się i doceniając człowieczeństwo, a nie panującą znieczulicę. Gdyby każdy chciał świecić przykładem, o ile lepszy byłby ten świat?

Autor: Michał Musiał  http://mozecoswiecej.pl/autorytet-subiektywnie/


Kryzys autorytetu

Autorytetami są zwykle osoby, w życiu których nie ma rozdźwięku pomiędzy słowami i czynami, osoby znaczące, które pomogły nam coś zobaczyć, dostrzec pewne wartości, coś zrozumieć, bez których nasza wizja świata byłaby o wiele uboższa.

Autorytetami są zwykle osoby, w życiu których nie ma rozdźwięku pomiędzy słowami i czynami, osoby znaczące, które pomogły nam coś zobaczyć, dostrzec pewne wartości, coś zrozumieć, bez których nasza wizja świata byłaby o wiele uboższa.

Zdzisław Chlewiński

Każdy z nas potrzebuje autorytetów, wzorów osobowych, które staną się swego rodzaju drogowskazem postępowania, zachowania, które pomogą w podejmowaniu ważnych decyzji życiowych, które wreszcie poprzez swoje oddziaływania na jednostkę przyczynią się do właściwego ukształtowania jej tożsamości.

Najbardziej jednak autorytety są potrzebne ludziom młodym, wchodzącym dopiero w dorosłe życie przystosowującym się do pełnienia nowych ról społecznych (por,:Nycz 2001:66)

Tymczasem coraz częściej słyszy się o zmierzchu autorytetów (Sabor 2001), „patologii autorytetu” (Mikołejko 1991), kryzysie autorytetów bądź ich zaniku, a nawet śmierci (Szumilas 2007).

„Autorytet legł w gruzach, bowiem zdemaskowano go jako uproszczenie przemocy. Przestał być punktem odniesienia, punktem wyjścia zwornikiem sensu rzeczywistości. Te autorytety, które pozostały uprawomocniają już tylko siebie. Znaczenia są bezpańskie i bezdomne. Rozsypana i rozczłonkowana rzeczywistość trwa w oczekiwaniu na autora. Należy ją ułożyć od nowa. Tyle tylko, że każdy może (i musi) zrobić to na własną rękę”. Tak Wiesława Szewczyk 1996 opisuje zjawisko zakwestionowania tradycyjnych autorytetów w ponowoczesnym społeczeństwie..

Pedagodzy również podkreślają gwałtowny spadek poziomu wychowania zarówno w domu jak i w szkole. Alina Rynio (1997) dowodzi, że „Młodzież jest coraz bardziej osamotniona, zdesperowana i zbuntowana. Często więc odsuwa się od starszych w przekonaniu, że sama znajdzie to, czego w własny dom i szkoła jej nie dały. Kryzys szkoły i domu naznaczony jest niszczeniem, a w konsekwencji brakiem autorytetów i osób znaczących”.

Młodzież, coraz częściej hołdująca łatwym przyjemnościom, zainteresowana własną cielesnością, podnoszeniem atrakcyjności seksualnej i estetycznej, nie szuka tradycyjnych autorytetów. Barbara Myrdzik (2005) tak na ten temat pisze „Dzisiaj młodzi akcentują swój negatywny stosunek wobec wszelkich autorytetów lub tworzą indywidualny, często tylko aspektowy jego wizerunek. Zastępują autorytet „znaczących dorosłych” czy też bohaterów wywodzących się z kultury wysokiej – własnymi modelami zachowania lub kultem postaci z kultury popularnej”.

Oto dylematy współczesnego wychowania wg Katarzyny Olbrycht :

Czy w wychowaniu akcent powinien być położony głównie na uniwersalne człowieczeństwo, potencjał tkwiący w naturze ludzkiej i w każdej osobowości, czy raczej na tożsamość kulturową, tradycję i perspektywy własnej grupy odniesienia i jej miejsca w społeczności mieszkańców ziemi ?

Czy należy uczyć wartości i wartościowania poprzez wyraźne wzorce, czy też, zakładając całkowity relatywizm wartości – pokazywać jedynie możliwości wyboru i nadawania nadawania wartości, unikać jednoznacznego oceniania?

Czy należy kształcić człowieka totalnie wolnego, rezygnując z trudniejszych wymagań, norm, sankcji, kontroli, które mogą stwarzać sytuacje stresowe, czy też poprzez stawianie trudnych zadań, wyraźne określanie norm, kształcić charakter, uczyć samoograniczania się i liczenia z innymi ludźmi, przygotowywać do sytuacji i doświadczeń trudnych ?

Czy pedagog powinien ujawniać swoje postawy, swój światopogląd i wynikające z niego decyzje i reakcje, czy też powinien starać się zachować maksymalną neutralność, by niczego nie sugerować i potencjalnie nie narzucać ?

Czy należy wskazać dziecku i młodemu człowiekowi określony sens życia, proponować wzory i autorytety, czy raczej starać się niczego nie sugerować, a jedynie informować możliwie neutralnie o różnych możliwościach nadawania sensu własnemu życiu ??

 

Nasz kampania będzie okazją do szukania autorytetów, którzy odpowiedzą na powyższe pytania .

Na podstawie : „Autorytety w opiniach młodzieży” Małgorzaty Karwatowskiej opracował TG.


Wyniki badań w gminie Zielonki

Z otrzymanych wyników badań wynika wyraźnie, że młodzi ludzie uznają swoich rodziców za osoby, na które mogą liczyć i do których mogą się zwracać nawet w bardzo trudnych sytuacjach.

W czerwcu 2013 roku na terenie gminy Zielonki przeprowadzone zostały badania ankietowe wśród uczniów klas 6 szkół podstawowych oraz 3 klas gimnazjum. Badania dotyczyły zagrożeń z jakimi młodzież styka się w codziennym życiu. Jednym z elementów ankiety były pytania dotyczące osób dla młodzieży ważnych, osób którym młodzi ludzie ufają i do których mogą się zwrócić o pomoc w sytuacjach trudnych (autorytetów). Posiadanie wsparcia daje niezbędne do prawidłowego rozwoju poczucie bezpieczeństwa.

Z otrzymanych wyników badań wynika wyraźnie, że młodzi ludzie uznają swoich rodziców za osoby, na które mogą liczyć i do których mogą się zwracać nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Wysoko ocenieni zostali również rówieśnicy zarówno uczęszczający do tej samej klasy co badani jak i znani z poza szkoły. Stosunkowo nisko ocenieni zostali pedagodzy, dziadkowie, rodzeństwo oraz księża. Wyniki dla uczniów klas 6 i 3 gimnazjum obrazują poniższe wykresy.

histogram-klasy6

histogram klasy3

Kolejnym pytaniem odnoszącym się do wsparcia jakie jest oczekiwane przez młodzież od rodziców dotyczyło czynników jakie młodzi ludzie uznają za chroniące ich przed wpadaniem w kłopoty związane z zachowaniem czy używkami. Jako czynnik najbardziej pożądany wskazane zostało „Uczenie rodziców umiejętności rozmawiania z dzieckiem i udzielania mu wsparcia w trudnych sprawach”. Z pośród 268 badanych osób ponad 52% uznało tą strategię za najskuteczniejszą dla ochrony przed problemami.


 Autorytety Polaków

Choć opinia, że obecnie autorytetów brak, jest powszechna, to wydaje się nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Z najnowszego sondażu CBOS wynika, że niemal Połowa Polaków (48%) deklaruje, iż w ich życiu jest osoba, którą uważają. za wzór. Znaczna większość zaś (74%) twierdzi, że dostrzeganie osób mogących stanowić punkt odniesienia do naszych poczynań jest istotne dla ludzi.
Choć opinia, że obecnie autorytetów brak, jest powszechna, to wydaje się nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Z najnowszego sondażu CBOS wynika, że niemal Połowa Polaków (48%) deklaruje, iż w ich życiu jest osoba, którą uważają. za wzór. Znaczna większość zaś (74%) twierdzi, że dostrzeganie osób mogących stanowić punkt odniesienia do naszych poczynań jest istotne dla ludzi.

Ankietowani, którzy przyznali, że maja autorytety, wskazywali najczęściej rodziców (52%) i Jana Pawła II (17%). Na kolejnych miejscach „rankingu” uplasowali się dziadkowie (6% badanych uważa ich za wzór do naśladowania), współmałżonkowie – także 6% podziwia swoich partnerów oraz nauczyciele, profesorowie i wychowawcy – 5% uważa ich za autorytet.

Autorzy badań pytali również o wzorce z życia publicznego. 57% respondentów stwierdziło, że nie ma tu ludzi, których można by uważać za autorytet. 35% Polaków deklarowało, że cenią kogoś znanego społeczeństwu. Wskazania badanych rzadko dotyczyły ludzi ze świata naukowego, kultury i sztuki, bądź sportowców. Na liście znalazło się za to wielu polityków.

Respondenci, którzy uznają za autorytety osoby z życia publicznego, najczęściej wskazywali Jana Pawła II (59%). Na dalszych miejscach znaleźli się Lech Wałęsa i Józef Piłsudski (po 5% ankietowanych wskazywało te postacie jako autorytety), następnie katalog polskich autorytetów tworzą: Władysław Bartoszewski (3%), Aleksander Kwaśniewski (2%), Donald Tusk (2%) i Jolanta Kwaśniewska (1%).

Jak podkreślają autorzy badań, na dostrzeżenie autorytetów ma wpływ wykształcenie i zarobki ankietowanych. Ci, którzy maja dobrą sytuację materialną i są lepiej wykształceni, częściej uznają autorytety z życia publicznego niż osoby w gorszej kondycji finansowej i słabiej wykształcone.

Joanna Papiernik / CBOS  (ze strony http://www.zycie.senior.pl/147,0,Autorytety-Polakow-8211-badanie-CBOS,7244.html)


 Jak stać się rodzicem z autorytetem?

Ze świecą takiego szukać. Wydaje się, że coraz częściej wzorem i wyrocznią dla młodych ludzi są ich ulubieni piosenkarze albo rówieśnicy.

Ze świecą takiego szukać. Wydaje się, że coraz częściej wzorem i wyrocznią dla młodych ludzi są ich ulubieni piosenkarze albo rówieśnicy.

Kiedy 15 lat temu OBOP przeprowadził ankietę wśród Polaków, 36 procent z nich przyznało, że nie mają żadnych autorytetów. Nikt im nie imponował, nikogo nie próbowali naśladować. Dziesięć lat później powtórzono badania. I tu wielkie zaskoczenie, bo okazało się, że rodacy mają jednak autorytety, ale “lokalne”. Zamiast znanych postaci ze świata mediów i polityki, wybierali tych, którzy są blisko: rodziców, dziadków, innych członków rodziny. I tak jak dorośli przyznali, że porad na temat wychowania dzieci szukają u swoich rodziców (czyli dziadków), tak młodzież (ku wielkiemu zaskoczeniu) najbardziej liczyła się ze zdaniem swoich rodziców… nawet jeśli czasami trudno było to zauważyć. Zdaniem psychologów i socjologów to dobrze wróży na przyszłość. Bo taki namacalny autorytet (mieszkający z nami pod wspólnym dachem) można zawsze poprosić o radę, zweryfikować to, co mówi, z tym, jak postępuje, a przede wszystkim zobaczyć, że jest również człowiekiem, a nie chodzącym nieskazitelnym ideałem.

Przykład z góry

Najważniejszą i jednocześnie najtrudniejszą rolą rodzica jest mądre wyznaczanie granic. Na tyle dalekich, by dziecko czuło, że ma wybór i na tyle bliskich, by nie działało na swoją szkodę. To bycie przewodnikiem, który pomaga młodszym pokoleniom znaleźć swoją drogę, ale zdaje sobie sprawę z tego, że na każdym “skrzyżowaniu” młody człowiek ma do wyboru kilka kierunków, więc pozwala mu decydować. Autorytet najłatwiej zdobyć swoją autentyczną postawą. Jeśli chcemy nauczyć dziecko prawdomówności, uczciwości, dialogu, musimy sami tego pilnować: nie kłamać, nauczyć się przepraszać, gdy popełniliśmy błąd, rozmawiać z dziećmi, nie tylko o ich potrzebach i uczuciach, ale i o sobie. Tłumaczyć, dlaczego postąpiliśmy w ten a nie inny sposób, dlaczego jest nam smutno, jak radzimy sobie ze złością. Wielu rodziców sądzi, że podważają swój autorytet, jawnie okazując negatywne uczucia i stany. Kiedy jednak rodzice ukrywają swoje przeżycia, dzieci odbierają ich zachowania jako fałszywe. Maluchy o wiele bardziej ufają odruchom człowieczeństwa niż świątobliwości i doskonałości bez skazy.

Dobroć i uśmiech

Globalny sondaż Reader’s Digest (obejmujący 17 krajów) wykazał, że w większości państw przede wszystkim uczy się dzieci posłuszeństwa i szacunku, a w Polsce – dobroci (59 proc). Poczucie humoru niemal wszędzie zajęło trzecią pozycję. Najbardziej skłonni uczyć dzieci śmiechu są rodzice w Niemczech. Patriotyzm we wszystkich krajach znalazł się na szarym końcu. Jedynie w Chinach i Rosji procent wskazań na tę wartość jako pierwszą, którą należy wpoić dzieciom, był wyjątkowo wysoki.

 Zimny wychów

“Najważniejsza jest dyscyplina” – mówią niektórzy dorośli i ćwiczą swoje pociechy w przestrzeganiu sztywnych zasad i reguł, których nikt nie wyjaśnia. A na pytanie “dlaczego? ” odpowiadają – “dlatego! “, czym ucinają wszelkie dyskusje. Zdaniem psychologów takie despotyczne metody wychowawcze wywołują w dzieciach lęk i tłumią ich tożsamość (w dorosłym życiu nie będą potrafiły wyrazić i bronić własnego zdania). Ponoć postawa “rodzica tyrana” jest najbardziej szkodliwą metodą wychowawczą i choć budzi strach, nie przydaje autorytetu. Osoby wychowywane w ten sposób często w przyszłości stają się bardzo uległe, spolegliwe, wykorzystywane przez innych… albo wręcz odwrotnie – same zaczynają tyranizować.

 Siemka!

Przeciwną postawą do tyrana jest rodzic-kumpel, który nie określa żadnych zasad i norm obowiązujących w rodzinie. Nie wyciąga konsekwencji, nie wymaga, nie daje żadnych obowiązków. Takie wychowanie, lub raczej jego brak, prowadzi do zaburzenia nie tylko poczucia własnej wartości, ale również zrozumienia tego, co dobre, a co złe.

Powiedzmy sobie szczerze – nie istnieje autorytet-ideał. W sumie to nawet lepiej, bo na błędach rodziców dzieci też się uczą. Można jednak określić, jaka postawa jest najlepsza: bycie przewodnikiem. Czyli odpowiadanie na pytania, rozmawianie na różne tematy (od samochodów przez naukę po seks). Według sondaży rodzice najczęściej przepytują dzieci, zamiast z nimi rozmawiać. Chcą wiedzieć co zjadły, czy dostały jakieś stopnie w szkole, zamiast zapytać, jak się czują i co myślą o… filmie, który ostatnio obejrzały; przeczytanej książce; wydarzeniach, które właśnie przedstawili w wiadomościach; waszych sąsiadach; znajomych ze szkoły; jakimś sportowcu, któremu kibicujecie… itd. Naprawdę jest o czym rozmawiać!

 

Nowy Dziennik Joanna Tawrak / slo (ze strony http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/wychowanie-dziecka/art,339,jak-stac-sie-rodzicem-z-autorytetem.html)


 Karolina Kmiecik-Jusięga “SZPAKU”

Autorytet buduje się wtedy jeśli dajesz im coś ważnego – miłość, uwagę i prawdę. (A. Szpak)

METODY PRACY KSIĘDZA ANDRZEJA SZPAKA Z „MŁODZIEŻĄ RÓŻNYCH DRÓG” – Kraków 2013

Rozdział 3
Nieautorytarny autorytet

„Autorytet buduje się wtedy
jeśli dajesz im coś ważnego
– miłość, uwagę i prawdę”
(A. Szpak)

Autorytet pokorny

Pozorna sprzeczność w tytule rozdziału, określająca z jednej strony kogoś posiadającego ugodowe usposobienie, nie wymagającego podporządkowania, nie dążącego do bezwzględnej władzy a z drugiej będącego autorytetem, który z definicji powinien przejawiać skrajnie odmienne cechy, ma służyć zobrazowaniu rozwijającej się na przestrzeni lat osoby i osobowości księdza Andrzeja Szpaka. Oczywiście zadaniem moim nie jest ocena, czy psychologiczna analiza. Podejmuję próbę opisania jej z perspektywy bliskich mu osób oraz tych, którzy byli uczestnikami pracy księdza, obserwowali jego działania i chcieli o tym opowiedzieć. Celem tego opisu jest nakreślenie wychowawczej metody wpływu osobistego, która bazuje na dwóch głównych połączonych ze sobą elementach. Pierwszym jest zespół cech i umiejętności budujących autorytet wychowawcy, niezbędny do stosowania tej metody, drugi zaś stanowi zbiór narzędzi komunikowania treści o charakterze edukacyjnym i wychowawczym.
Czy można jednoznacznie powiedzieć, że ks. Szpak jest autorytetem? Zdecydowanie można. Jest nim niewątpliwie dla postronnych obserwatorów jego duszpasterskiej pracy, dla wierzących rodziców, których dzieci uczestniczyły w zlotach, przede wszystkim dla osób, którym pomógł odnaleźć Boga i samych siebie. Nie można jednak powiedzieć, że jest autorytetem w potocznym, ukonstytuowanym społecznie tego słowa znaczeniu. Pytając swoich rozmówców czy Szpak jest autorytetem, słyszałam najczęściej odpowiedzi: tak, ale…
Znaczy to, że w jakiejś sferze jest, natomiast w innej już nie. Czy ta ocena dyskredytuje go i odbiera status autorytetu? Zdecydowanie nie. Postaram się więc wyjaśnić jak rozumiem autorytet i dlaczego uważam, że ksiądz Andrzej Szpak zasługuje to na miano.
Każdy w miarę normalnie rozwijający się człowiek dąży do zdobywania informacji, wiedzy i mądrości życiowej. Uczy się obserwując starszych, słuchając tego co mają do powiedzenia i tworząc sobie nowe matryce, pomocne do interpretowania odbieranych informacji w przyszłości. Każdy też posiada w różnym stopniu rozwinięte w ciągu całego życia potrzeby: dominacji i zależności. Kiedy jesteśmy małymi dziećmi, mamy potrzebę przynależenia do kogoś. Wypełnia nas przekonanie, że nasi opiekunowie – rodzice, wychowawcy w przedszkolu – wszystko wiedzą i potrafią1. Są autorytetami w każdej dziedzinie. W pewnym momencie jednak przychodzi poruszająca nas refleksja, że to
nieprawda. Że rodzice wcale wszystkiego nie wiedzą, że „pani w szkole jest głupia”, że ksiądz w kościele „czegoś nie doczytał”. Ten moment sprawia, że młody człowiek rozpoczyna poszukiwania „wiedzącego lepiej i więcej”. Jest to też czas kiedy niektórzy młodzi ludzie nabierają przekonania, że to oni „wszystko wiedzą” lub też „wszystko wiedzą” ich wykreowani przez media idole, najbardziej dostępni i atrakcyjni. Dostępność i atrakcyjność obiektu powoduje, że zwykle najczęściej obecni w mediach, najbardziej charakterystyczni, widoczni celebryci (aktorzy, muzycy, piosenkarze, kabareciarze, dziennikarze, bywalcy programów rozrywkowych, politycy, kucharze itp.) stają się namaszczonymi często przez samych siebie „autorytetami”. Młodzi ludzie, nie mający w najbliższym otoczeniu (rodzinie, szkole, kościele) osób mądrych i znaczących, „kupują” na własne potrzeby taki medialny pseudoautorytet. Wydają się być zablokowani, uodpornieni na najbardziej logiczne informacje inne niż przekazy swoich „guru”. Takie zaślepienie pozostaje czasem na długo, ale zdarza się, że człowiek spotka w swoim życiu przekonujący autorytet, dzięki któremu zacznie dostrzegać istotę swojej ziemskiej egzystencji. Istnieje bowiem w naturze ludzkiej przekonanie o konieczności odniesienia jej kształtu do jakiegoś wzoru. Wynika to ze specyfiki ludzkich potrzeb (afiliacji, uznania, poczucia własnej wartości) oraz
niemożności kształtowania siebie w próżni aksjologicznej i normatywnej2. Zdecydowana większość młodych ludzi, z którymi pracował ks. Szpak to osoby zablokowane, uodpornione na komunikaty z zewnątrz, a przy tym zranione, z poczuciem osamotnienia i odrzucenia w swoim rodzinnym i rówieśniczym środowisku. Przyjeżdżając na zloty i uczestnicząc we mszy, rozmowach prowadzonych przez księdza Szpaka, zaczynają odkrywać pewne prawdy o sobie, o swojej rodzinie, Bogu. Prawdy, na które dotychczas byli „ślepi i głusi”. Doznają swoistego oświecenia i wracają do swoich stałych miejsc, do domów, z innymi już poglądami i innym nastawieniem do świata. Jak pisze jedna z uczestniczek
szpakowisk i pielgrzymek, po kilku latach odchodząca z Ruchu: „Zdałam sobie sprawę, że ruch bardzo mnie wzmocnił, nauczył mnie siły, która potrzebna jest w każdej nowej sytuacji życiowej (…) W tym roku kończę studia, niedługo otworzy się przede mną nowa droga, jestem pewna, że tych sześć lat wśród hipisów było trampoliną w życie. Uważam, że to był piękny czas (…) Ruch (Szpak) uczy dobroci i życia w wierze (…)”3.
Zmiana jednak nie dzieje się natychmiast, po jednym spotkaniu. Często potrzebne są lata by odkryć swoją prawdę i tym, kto ułatwia jej poznanie, jest właśnie ks. Szpak. I wyjątkowy jest tu fakt, że przekonuje on najbardziej  nieprzekonanych. Znajduje takie argumenty i formy przekazu, jakich nie szuka zdecydowana większość duchownych. Dlatego może być autorytetem nie tylko dla młodzieży, którą odrzuciło tak zwane normalne społeczeństwo a nawet wykluczyło ze społeczności kościoła wielu księży. Może być też autorytetem dla tych pośredników między Bogiem i człowiekiem, którym zależy na dobru każdej istoty ludzkiej. „Zjawisko” autorytetu w potocznym i naukowym wymiarze wydaje się być dotknięte relatywizmem, ambiwalencją, paradoksem, powierzchownością i destrukcją4. Z jednej strony każdy wie kim jest autorytet i kto powinien nim być. Z drugiej strony, na przestrzeni dziejów, „urodziło się” tyle autorytetów deprecjonujących poprzednie, że trudno nawet światłemu analizatorowi ustalić jednoznacznie jego uniwersalną definicję. Ta mnogość poglądów, perspektyw, kryteriów podziałów i fakt, że prawie każdy ma w tej kwestii swoje zdanie, prowadzi do swoistego chaosu pojęciowego i znaczeniowego. Świadczy o tym literatura źródłowa poruszająca problematykę autorytetu. Dowodem niech będzie choćby wydana w 2011 roku 768 stronicowa monografia Lecha Witkowskiego, zawierająca skomplikowany kalejdoskop stanowisk i myśli próbujących ogarnąć interesujące mnie kwestie5. W tym obszernym dziele na temat historii i postrzegania autorytetu w obszarach różnych nauk
humanistycznych i społecznych, można nie tylko zaznajomić się z krytycznymi uwagami wybitnego znawcy tematu, ale można też odnajdywać fragmenty skłaniające do refleksji nad własnymi sądami. Witkowski, sam będąc niekwestionowanym autorytetem w temacie autorytetów pisze, że „chcąc coś wiedzieć o autorytetach nie warto, wręcz nie wolno ani nie przystoi dowiadywać się tego głównie z książek (…) lepiej się przyglądać, przysłuchiwać
prawdziwie niezwykłym osobom, wczytywać w ślady ich myślenia, czucia i działania”6. Stąd wniosek, że autorytet to nie tylko wieloznaczne pojęcie swoistego zjawiska społecznego, osobowy typ idealny, wzór do naśladowania, matryca wiedzy i mądrości, ale OSOBA, która przy pomocy wrodzonego i wyuczonego arsenału cech i umiejętności sprawia, że drugi człowiek odnajduje swoją mądrość oraz pełnię zdrowia i życia psychicznego, społecznego i duchowego.
Etymologicznie słowo autorytet pochodzi od łacińskiego „auctor”, czyli pierwotnie ktoś kto przekazuje prawa innej osobie a wtórnie twórca, aktor, ten kto coś tworzy7. Pierwotne, zanikłe już znaczenie słowa „auctor” i pochodzące od niego „auctoritas” oznaczało ojca, który mając prawa, tworząc je (jako rzymski senator) także wobec potomków, przekazuje je swoim dzieciom. W paternalistycznej kulturze rzymskiej ojciec miał wyjątkowe, najwyższe znaczenie, które dziś, w epoce trzeciej fali feminizmu wydaje się nieodwracalnym, historycznym zjawiskiem. Autorytet to także ktoś kto jest poważny, starszy, doświadczony, wykształcony, mądry, tak więc odnosimy się do niego z szacunkiem. To nie jest błazen, krzykacz, ktoś nieopanowany, nieodpowiedzialny, nieświadomy, przebiegły, nastawiony na zysk, nie znający swojego miejsca w przestrzeni międzyludzkiej. To ktoś stojący w hierarchii społecznej i moralnej wyżej niż inni ale nie poprzez funkcję jaką sprawuje, dostępność czy status ekonomiczny, ale poprzez cechy i umiejętności jakie posiada i pozytywne relacje z ludźmi. Nie jest to ktoś stojący ponad innymi, wywyższający się, tylko ktoś na pozór taki sam, choć
dający przykład i świadectwo innym. Stąpający drogą, po której mogą pójść inni. Jak pisał profesor socjologii J. Goćkowski: „Autorytet spełnia zawsze i wszędzie, choć w rozmaity sposób, funkcję ośrodka miarodajności, który ludziom jest nieodzowny do zaspokojenia potrzeby ładu. Autorytety stanowią dla ludzi, właśnie ze względu na ich społeczną istotę, ważną gwarancję istnienia w ich życiu jedności, trwałości, pewności, a także wyrażają ich dążenie do doskonałości”8. Oczywiście mowa tu o Weberowskim autorytecie charyzmatycznym, w odróżnieniu od tradycjonalistycznego, który polega na stanowieniu władzy i racjonalno – prawnego, który z kolei wynika z pełnionych funkcji w instytucjach
społecznych. „Autorytet charyzmatyczny w nauce jest pozostałością nauki autorytatywnej, opartej na doktrynach epistemologicznych twórców trwałych szkół naukowych (Arystotelesa, Galileusza, Newtona, Darwina, Freuda) ale jest również konsekwencją utożsamiania poznawczych i utylitarnych wartości z charyzmą (…)”9. Najważniejszym jednak w opisywaniu autorytetu jest jego dychotomiczny charakter. Znaczy to, że każdy autorytet by nim być potrzebuje odbiorcy, czyli tego, dla którego jest autorytetem. Nie można bowiem być nim dla samego siebie. Pojawia się tu ważna kwestia komunikowania potencjalnym odbiorcom swej pozycji i permanentne zachowywanie jej, gdyż nie jest ona daną raz na zawsze. Stąd niezmiernie ważne są u osoby będącej autorytetem umiejętności tworzenia i podtrzymywania relacji z innymi ludźmi, w czym ks. Szpak jest niewątpliwie mistrzem. Osoby spotykające się na szpakowiskach i pielgrzymkach, należą w zdecydowanej większości do tych, którzy mają lub chcą mieć swoje zdanie i zazwyczaj jest to istota ich buntu, czasem trwającego wiele lat. Są to osoby, które nie godzą się na zasady wyznaczane im przez rodziców, opiekunów, nauczycieli, wychowawców czy środowisko lokalne. Uważają, że te zasady i normy są złe, ograniczające, nieskuteczne, niszczące ich osobowość, wolność, sposób bycia, zachowania, spędzania czasu, wolność wyboru przyjaciół. Uciekają więc od rodzinnej i szkolnej sfery aksjonormatywnej ponieważ chcą „myśleć po swojemu”. Po swojemu czyli jak? Czy zadają sobie to pytanie? Skąd młody człowiek, w pierwszych świadomych latach swojego życia ma wiedzieć czy zdanie, które ma „jest jego” czy jest to zdanie ukute na wzór inny od znanych w rodzinie i szkole wzorów? Skąd ma mieć matrycę wskazującą mu jak postępować w życiu? Jedna z odpowiedzi brzmi: powinien szukać. Ludzie, którzy nie poszukują punktów odniesienia, nie znajdują ich. Takim punktem odniesienia jest autorytet, który jest potrzebny by móc stawać się pełnoprawnym uczestnikiem kultury, dziedzicem tradycji, człowiekiem zdolnym do refleksji i
głębokiego namysłu nad rzeczywistością. Obwieszczany od pewnego czasu przez wszystkie możliwe media i „autorytety” kryzys (upadek, schyłek, zmierzch) autorytetu, polega z jednej strony na wszechobecnej relatywizacji wszystkich możliwych sfer życia człowieka a z drugiej na tym, że w wyniku tej charyzmatycznym, w odróżnieniu od tradycjonalistycznego, który polega na stanowieniu władzy i racjonalno – prawnego, który z kolei wynika z pełnionych funkcji w instytucjach społecznych. „Autorytet charyzmatyczny w nauce jest pozostałością nauki autorytatywnej, opartej na doktrynach epistemologicznych twórców trwałych szkół naukowych (Arystotelesa, Galileusza, Newtona, Darwina, Freuda) ale jest również konsekwencją utożsamiania poznawczych i utylitarnych wartości z charyzmą (…)”9. Najważniejszym jednak w opisywaniu autorytetu jest jego dychotomiczny charakter. Znaczy to, że każdy autorytet by nim być potrzebuje odbiorcy, czyli tego, dla którego jest autorytetem. Nie można bowiem być nim dla samego siebie. Pojawia się tu ważna kwestia komunikowania potencjalnym odbiorcom swej pozycji i permanentne zachowywanie jej, gdyż nie jest ona daną raz na zawsze. Stąd niezmiernie ważne są u osoby będącej autorytetem umiejętności tworzenia i podtrzymywania relacji z innymi ludźmi, w czym ks. Szpak jest niewątpliwie mistrzem. Osoby spotykające się na szpakowiskach i pielgrzymkach, należą w zdecydowanej większości do tych, którzy mają lub chcą mieć swoje zdanie i zazwyczaj jest to istota ich buntu, czasem trwającego wiele lat. Są to osoby, które nie godzą się na zasady wyznaczane im przez rodziców, opiekunów, nauczycieli, wychowawców czy środowisko lokalne. Uważają, że te zasady i normy są złe, ograniczające, nieskuteczne, niszczące ich osobowość, wolność, sposób bycia, zachowania, spędzania czasu, wolność wyboru przyjaciół. Uciekają więc od rodzinnej i szkolnej sfery aksjonormatywnej ponieważ chcą „myśleć po swojemu”. Po swojemu czyli jak? Czy zadają sobie to pytanie? Skąd młody człowiek, w pierwszych świadomych latach swojego życia ma wiedzieć czy zdanie, które ma „jest jego” czy jest to zdanie ukute na wzór inny od znanych w rodzinie i szkole wzorów? Skąd ma mieć matrycę wskazującą mu jak postępować w życiu? Jedna z odpowiedzi brzmi: powinien szukać.
Ludzie, którzy nie poszukują punktów odniesienia, nie znajdują ich. Takim punktem odniesienia jest autorytet, który jest potrzebny by móc stawać się pełnoprawnym uczestnikiem kultury, dziedzicem tradycji, człowiekiem zdolnym do refleksji i głębokiego namysłu nad rzeczywistością.
Obwieszczany od pewnego czasu przez wszystkie możliwe media i „autorytety” kryzys (upadek, schyłek, zmierzch) autorytetu, polega z jednej strony na wszechobecnej relatywizacji wszystkich możliwych sfer życia człowieka a z drugiej na tym, że w wyniku tej bardziej niepodważalny, oznacza pomnikowość, uległość, niepodważalne normy i wartości, jest zaprzeczeniem autonomii, rozwoju duchowego, jest potrzebny tylko niedojrzałym, można
nim być usilnie o to zabiegając, jest szkodliwy i ograniczający postęp12.

Skracając tę listę do dziesięciu, można na jej podstawie stworzyć taką definicję autorytetu, która opisuje działalność i osobę księdza Andrzeja Szpaka.

1. Autorytaryzm

Zdania na temat tego czy ks. Szpak jest autorytarny są podzielone – niektórzy twierdzą, że jego zdecydowania nie można nazwać autorytaryzmem. Inni uważają, że jak najbardziej ks. Andrzej jest autorytarny i twardą ręką zaprowadza swoją dyscyplinę. Można przyjąć, że jego „miękki” autorytaryzm wzrastał na przestrzeni lat, kiedy pracując w niezwykle trudnym wychowawczo środowisku napotykał na szereg problemów i nie wyobrażalnych dla zwykłego śmiertelnika utrudnień. Stąd był zmuszony w permanencji poszukiwać nowych sposobów docierania do ludzi i komunikowania im chrześcijańskich prawd.
Autorytarny jest ten, komu wyczerpały się inne formy porozumienia z ludźmi. Chcąc w dalszym ciągu przekazywać owe prawdy i funkcjonować w bardzo wymagającym środowisku, będąc przy tym człowiekiem z krwi i kości a nie pozbawionym emocji cyborgiem, trzeba było zacząć stosować takie techniki przekazu i sposoby komunikowania się, by dotrzeć choć do części środowiska. Autorytaryzm w przypadku ks. Szpaka nie jest typowym stylem sprawowania i nadużywania władzy, który wymaga bezwzględnego posłuszeństwa, nie znosi sprzeciwu i odmiennego zdania. Być może jakiś procent tego stylu przejawia się wtedy kiedy mowa jest o kwestiach absolutnych, związanych z wiarą w Boga i Kościołem.

2. Popularność

Ks. Andrzej Szpak był swego czasu (przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych) obecny w programie młodzieżowym „Luz” (TVP), w którym uczestniczył w debatach na temat Dziesięciu przykazań Bożych, przedstawionych w
„Dekalogu” K. Kieślowskiego. Prowadził tam dyskusje na temat potrzeby przestrzegania przykazań, istoty wiary, religii. Poza tym był kilkakrotnie zapraszany do programów telewizyjnych (głównie w telewizji polskiej) i radiowych o charakterze religijnym. Zrobiono z nim dziesiątki wywiadów i napisano sporo artykułów o jego pracy i specyficznej misji. Nakręcono także kilka filmów dokumentalnych i paradokumentalnych na temat duszpasterstwa wśród narkomanów, pielgrzymki hipisowskiej, czy zlotów zwanych szpakowiskami13. Nie można jednak powiedzieć, że jest postacią medialną, popularną i powszechnie znaną w społeczeństwie tak jak przeciętny celebryta. Znany jest i dostępny
niewielkiej grupie osób, które w różnych konfiguracjach „przewijały się” przez zloty i pielgrzymki. Jest też zapraszany na sympozja, konferencje naukowe oraz wykłady skierowane do uczniów i studentów.

3. Sprawowanie władzy

Kolejne twierdzenie mówiące o tym, że autorytet musi sprawować władzę, w przypadku ks. Szpaka jest nieuprawniony. Wszyscy moi rozmówcy potwierdzali, że można nazwać go przewodnikiem duchowym, ale nie szefem, kierownikiem czy dyrektorem. Przewodnictwo duchowe to raczej wyznaczanie drogi, pokazywanie ścieżek wyborów i możliwości, bez kontrolowania, sprawdzania, monitorowania i egzekwowania posłuszeństwa w tym co ustanowiono odgórnie, co jest charakterystyczne dla przedstawicieli władz. Dlatego zdecydowanie oddzielam sprawowanie władzy od przewodnictwa duchowego ks. Szpaka, o którym traktować będzie kolejny podrozdział.

4. Naśladownictwo

Autorytet to ktoś kogo się naśladuje? Gdyby był to jedyny wyznacznik, ks. Szpak nie mógłby być autorytetem. Naśladowanie nie ma nic wspólnego z dojrzałością odbiorcy, którą powinna wspierać osoba zwana autorytetem. „Naśladownictwo zabija wartość naśladowanego i to w dwu przypadkach rezultatu jaki się osiąga: udane naśladowanie obnaża łatwość dostępu, a nieudane generuje skłonność do poczucia bezwartościowości samego zamiaru (…)
Prawdziwy autorytet nie zabiega o naśladowanie, sam zresztą jest otwarty szczególnie na postawy, których wartość nie sprowadza się do naśladownictwa ale do wartości samej w sobie (…)”14. Poza tym nie rzecz w tym by naśladować ale by czerpać mądrość i doświadczenie. Ludzie nie naśladują ks. Szpaka, nie jest on dla nich bezwzględną matrycą. Jest kimś więcej niż tylko wzorem, z którego można brać przykład w kwestiach wiary i podejścia do drugiego
człowieka. Można by rzec, że jest w obszarze chrześcijańskiej moralności i relacjach z Bogiem „autorytetem specjalistycznym”, który w dzisiejszych czasach jest niezwykle potrzebny.

5. Posłuszeństwo

Posłuszeństwo wiąże się z uległością i raczej bezmyślnym przystaniem na to co oferuje autorytet z jego niepodważalną, niekwestionowaną pozycją. Ta zaś permanentnie jest podważana przez uczestników szpakowisk i pielgrzymek, którzy są skłonni podważyć nawet te prawdy i dogmaty, których przeciętny człowiek, szczególnie chrześcijanin, nie podważa. Nie można zdecydowanie powiedzieć by byli oni posłuszni ks. Szpakowi, czego on sam nie wymaga. Wie bowiem, że spotkania i treści jakie proponuje nie mają na celu uzyskania posłuszeństwa ale powinny prowadzić do refleksji, dyskusji i samodzielności. Z ks. Szpakiem można się spierać, można poruszać najtrudniejsze tematy, ponieważ ma on ukonstytuowane poglądy i przekonania, szczególnie w kwestii wiary. Ta właśnie ugruntowana, stała postawa ułatwia mu dyskusje i rozmowy, szczególnie z wymagającą młodzieżą. Każda labilność, niekonsekwencja księdza spowodowałaby na pewno na brak zaufania.

6. Nieskazitelność

Pomnikowość i nieskazitelność wskazują na to, że autorytet błędnie postrzegany jest jako człowiek bez skazy, znamion słabości i ludzkich ułomności. Także jako ktoś, u kogo po „wykryciu” przez potencjalnych odbiorców najmniejszej wady, przestaje być autorytetem. Taka idealizacja czy nawet „idolizacja” (czyli traktowanie kogoś jako idola, nieskazitelnego, bez wad i cech ludzkich) prowadzi do tworzenia fałszywych, szybko przemijających, w gruncie rzeczy mało znaczących bożków15. Jak napisała do mnie jedna z osób: „wypowiem się chociażby po to by nie mitologizować postaci Andrzeja Szpaka, który jest po prostu dobrym księdzem, który jak każdy człowiek ma wzloty i upadki”.
Wady i upadki dostrzega wiele osób, sądzą oni nawet, że nie powinno się pisać o Szpaku, mówić o nim gdyż może być to przejawem „robienia z niego guru”. „Guru” jednak może być przywódcą sekty a nie przewodnikiem duchowym, który nie ma na celu bezwzględnego podporządkowania się i zmiany dotychczasowego trybu życia. Ks. Szpak wielokrotnie okazywał swoje słabości, chwilowe spadki nastroju, smutek, rozczarowania. Wiele razy osoby, z którymi przebywał zauważały emocjonalne wahania samopoczucia i brak energii, czyli normalne przejawy człowieczeństwa.

7. Wyznaczanie norm

Istnieje także mit mówiący o tym, że autorytet wyznacza normy. Jeśliby przyjąć to za pewnik, każdy ustawodawca prawny i moralny stawałby się automatycznie autorytetem. Ks. Szpak wchodząc w środowisko hipisowskie sam najpierw był zmuszony dostosować się do pewnych norm, jakie ustaliła grupa. Musiał przyjąć pewne standardy postępowania i zachowania się. Wiedział, że gdy złamie je i będzie się starał się wprowadzać swoje zasady, ludzie go odrzucą. Przystawał więc na swoiste traktowanie odmienności religijnej i światopoglądowej, zgadzał się na nawet najbardziej absurdalne dyskusje podczas mszy, przygarniał łamiących prawo przyjmując, że nikogo nie można odrzucić. Te normy jednak,
częściowo pokrywały się z widniejącymi w regule zakonu, do którego należy. Ks. Andrzej Szpak sam raczej nie tworzy praw, zasad czy reguł postępowania. Przejmuje je z pokorą od swoich mistrzów i autorytetów. Wśród nich wymienia zawsze najpierw swoich rodziców. Mamę, która była uosobieniem świętości i bardziej chwaliła niż ganiła oraz ojca, który zaprowadzał dyscyplinę i uczył ciężkiej pracy. Ogromne znaczenie mają dla ks. Szpaka osoby święte, przede wszystkim Jan Bosco ale także św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, św. Maria Teresa oraz błogosławiony Jan Paweł II. Wśród świeckich najczęściej padają nazwiska naukowców i myślicieli, takich jak: profesor psychiatrii Antoni Kępiński (1918 – 1972), hinduski myśliciel Jiddu Krishnamurti (1895-1986), Mohandas Karamchand Ghandi zwany Mahatmą (1869 – 1948), wśród księży zaś: ks. Jan Palusiński (ur. 1934), twórca festiwalu muzyki religijnej Sacrosong, ks. Mieczysław Maliński (ur. 1923), autor kilkudziesięciu książek, ks. historyk Mieczysław Żywczyński (1901 -1978) , bp Janusz Zimniak (ur. 1933), Mieczysław Majewski (1929-1999) ks. profesor katechetyki, SDB i Wacław Świerzawski (ur.
1927), ks. profesor nauk teologicznych.

8. Stanie na baczność

Mit ten nie dopuszcza możliwości partnerskiej rozmowy z autorytetem i partnerskiego z nim przebywania. Zakłada, że każda polemika, rzucanie wyzwań (w sensie nie poddawania się), nieuleganie czy spór jest z autorytetem wykluczony. Stania na baczność jednak wymagają tylko ci, którzy mają wyjątkowo niskie poczucie własnej wartości oraz zostali przez innych przekonani, że tak należy, z racji wieku, stażu pracy, doświadczenia, przeżytych wyjątkowych zdarzeń, sytuacji, trudów życia i tym podobne. Ks. Szpak zaś nie wymaga zgadzania się z nim we wszystkim i na wszystko. Wręcz przeciwnie, pełniąc dla niektórych osób rolę ojca duchowego, starał się zachowywać tak jak ojciec. To znaczy: rozmawiał,
tłumaczył, wysłuchiwał, polemizował, usiłował zrozumieć, przyjmował trudne wyzwania i nie wymagał przy tym pozycji wertykalnej. „Był, jest jak port, do którego się zawija, nabiera wody, jedzenia, refleksji i płynie dalej”16.

9. Odrzucenie przez dojrzałych

Następny mit funkcjonujący w społeczeństwie mówi o tym, że autorytetów potrzebują tylko młodzi, niedojrzali, poszukujący a ci, którzy już dorośli do swoich mądrości wszelkie autorytety odrzucają, zwyczajnie nie są im potrzebne. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Młodzi, jako, że przechodzą fazę „wielepiejstwa”, odrzucają autorytety a osoby dojrzałe, doświadczone, mądre ich poszukują. Dowodem na to są listy od zaniepokojonych rodziców do ks. Szpaka, którzy proszą go, traktując jako autorytet o wsparcie w postępowaniu z dorastającymi dziećmi. Jedna z matek, zatroskana o los swojego syna i jego dziewczyny, pisze: „Księże, proszę im pomóc, dać im Boga, proszę o modlitwę i wykorzystanie swojego autorytetu i wiedzy w przekonaniu ich”.

10. Ustanawianie siebie jako autorytetu

„Trudno o większe nieporozumienie niż założenie, że autorytet może być efektem intencjonalnego działania w myśl postanowienia: będę tu, w tym, dla tych autorytetem. Ktoś kto dąży do tego by otoczenie się z nim liczyło, działa na skróty, co generuje iluzoryczny efekt w postaci popularności, uległości (…) pozorowanych racji, zacierania śladów po własnej niekompetencji, nerwowego reagowania na przejawy odmowy uznania (…)”17. Autorytet nie może być jednak przedmiotem gry w technologie społeczne. Rodzi się on na podstawie tego jaki jest i jak postępuje. Tu z całą mocą można powiedzieć, że ks. Szpak nigdy o sobie nie mówił jako o autorytecie. Nie był i nie jest zadufany, wyniosły, nie dąży do tego by mieć posłuch. Jakby powiedzieli starzy hipisi: robi swoje, jest sobą. Analizując autorytet w perspektywie pedagogicznej, Witkowski przedstawia „zasadę sześciu A”, jaką wypracował pod wpływem Rene Girarda i jego odczytań dramaturgii Wiliama Szekspira. Owe 6A, bardzo pasujące do osoby ks. Szpaka, oznacza iż autorytet jest autonomicznym autorem autotelicznych aspektów autentycznie afirmowanych. Autonomia oznacza niezależność sądów a nawet ich niepopularny (szczególnie w środowisku osób duchownych) charakter, autorstwo zawiera w sobie cechy osobistego firmowania treści, bez zasłaniania się innymi autorami (choć niejednokrotnie powołuje się na swoich mistrzów)
autoteliczność odsyła do wartości samych w sobie, tych uniwersalnych, boskich. Aspektowość dotyczy postawy, która oznacza zdolność wyróżniania rozmaitych ważnych kontekstów w zakresie wiedzy, znajdowania istotnych szczegółów w większej całości. Autentyczność wskazuje na własne pasje i zamiłowania, zaś afirmatywnośc to swoiste, oparte na samoakceptacji, stymulowanie rozwoju osobistego.
Zatrzymując się na chwilę przy tej zabawie chętnie opisałabym autorytet ks. Szpaka na zasadzie 8xA jako audytywnie argumentujący antropocentryczny autsajder animujący auspicyjnie, altruistycznie afirmującego amicusa. Audytywnie argumentujący czyli słyszalnie, zrozumiale przekonujący, uzasadniający swoje wypowiedzi, przedstawiający swoje racje nie za pomocą teoretycznych definicji ale praktycznych odniesień i doświadczeń. Antropocentryczny czyli stawiający człowieka, jego problemy, godność, wartość w centrum zainteresowania ale nie do końca w sensie filozofii sofistycznej, gdzie „człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Ks. Szpak też bywa autsajderem – wśród hipisów, mimo iż został w pełni
zaakceptowany i niejako sam stał się „hipisem”, zawsze jednak najpierw jest księdzem. To ważna uwaga dla osób próbujących wchodzić w specyficzne, zamknięte środowiska w celach wychowawczych czy opiekuńczych. Nie można bowiem naśladować osób, którym chce się pomagać. Nie można w pełni „wchodzić w ich skórę”, wyglądać jak oni, zachowywać się jak oni, tak samo spędzać czas. Należy natomiast będąc sobą bezwzględnie akceptować daną jednostkę i grupę oraz próbować szukać wspólnych kodów porozumienia.
Ks. Szpak jest także animatorem, organizującym różnorakie przedsięwzięcia kulturalne, szczególnie muzyczne i wspierającym innych w ich działaniach. Animator to ktoś kto ożywia jakiś fragment rzeczywistości, także społecznej, nadaje jej nową jakość, choć czasami to ożywienie może być złudne. Szpak – animator posiada pewne cechy i umiejętności, ułatwiające mu animacyjną pracę. Ma przyjacielski stosunek do ludzi, jest szczery, sprawiedliwy i uczciwy, potrafi być serdeczny, życzliwy i wyrozumiały. Jego kreatywność i pomysłowość zaskakuje nawet najbliższe mu osoby. Co więcej, jak już wspomniałam, swoje pomysły realizuje natychmiast, nie zważając czasem na problemy jakie mogą się pojawić. Jest rzetelny i sumienny w wywiązywaniu się z zobowiązań, choć czasem bierze na siebie zbyt dużo obowiązków. Altruizm, czyli bezinteresowność w pomaganiu innym to także jedna z ważniejszych cech ks. Szpaka, który znany jest z tego, że sam nie zje a odda drugiemu. Jego majątek mógłby się zmieścić w jednej torbie, nie licząc papierów, zapisków, dokumentów, książek i płyt. Natomiast afirmujący amicus to ktoś kto pochwala bycie kochającym, dobrym dla innych, wspierającym innych w ich trudnej drodze.

Autorytetem jest ten, kto pełen pokory słucha oraz uczy się od swoich dzieci i uczniów.

Ksiądz Szpak zapytany, czego nauczył się od młodzieży, mówi: „Obecnie słychać głosy, że młodzież jest zepsuta, generuje kłopoty, nie chce się uczyć i pracować. Ja nauczony latami doświadczeń uważam, że jest całkiem inaczej. Że to my właśnie powinniśmy czerpać od nich garściami bo to właśnie oni – gdy po pewnym czasie udawało mi się do nich dotrzeć – nauczyli mnie wielkiej ufności w łaskę miłosierdzia i opatrzności Bożej. Pokazali mi jak można ciągle wspinać się i nawracać do Boga. Często zapominamy jak ważnym jest zdobywanie cnót chrześcijańskich: sprawiedliwości, umiarkowania, męstwa, roztropności – młodzież nigdy nie zapomina. I pomimo tego, iż w obecnych czasach grzech jest bardziej atrakcyjny i młodzi są niejako nim osaczeni, potrafią nieustannie darować i przebaczać a także na nowo zwracać się do Pana. Jednakże najpiękniejszym czego udało mi się doświadczyć to ich pokojowe współistnienie i empatia. Nauczyłem się od nich tak wiele (…) każde spotkanie jest wielką lekcją”18.

———-

1 Por. P. Jaroszyński, Autorytety i manipulacja, 29.03.2010, w: www.piotrjaroszyński.pl/felietony-wywiady
2 E. Wysocka, Młodzież a autorytety: analiza teoretyczna i empiryczne egzemplifikacje, w: „Mit autorytetu – autorytet mitu”, pod red. J. Sierdzana, Białystok 2009, s. 288
3 Kasjopeja, Kwiaty we włosach nigdy nie zwiędną, w: Różne Drogi, Warszawa 2006, nr 3
4 Nie chcę tu zastanawiać się dlaczego autorytet, szczególnie rodzica, wychowawcy, nauczyciela wciąż jest deprecjonowany. Dobitnie wykazał to w swoim wykładzie o autorytecie nauczyciela prof. Piotr Jaroszyński, dostępny na stronie: www.piotrjaroszynski.pl Natomiast w kontekście pedagogicznym autorytet dokładnie opisała Iwona Wagner w pracy pt. Stałość czy zmienność autorytetów. Pedagogiczno-społeczne studium funkcjonowania i degradacji autorytetu w zmieniającym się społeczeństwie, Kraków 2005
5 Por. L. Witkowski, Historie autorytetu wobec kultury i edukacji, Kraków 2011
6 Tamże, s. 59
7 Z wykładu prof. Piotra Jaroszyńskiego pt. „Potrzeba autorytetu nauczyciela”, wygłoszonego podczas sesji naukowej „Autorytet we współczesnej szkole”, Łódź, 07.11.2011 Słownikowe ujęcie autorytetu oraz braki wynikające z mnogości znaczeń tego pojęcia obszernie tłumaczy L. Witkowski w artykule pt. W tyglu paradoksów autorytetu, w: „Autorytety w życiu społecznym” , pod red. Stanisława Kowalika, Bydgoszcz 2008, s. 26-36
8 J. Goćkowski, Autorytety świata uczonych, Warszawa 1984, s. 38
9 Z. Kowalewski, za: J. Sierdzan, Mit i magia autorytetu. Magiczny charakter autorytetu i jego względność, s. 21, w: „Mit autorytetu-autorytet mitu”, pod. Red. J. Sierdzana, Białystok 2009
10 L. Witkowski, Historie autorytetu…op. cit. s. 699
11 E. Wysocka, Młodzież a autorytety…, s. 313
12 L. Witkowski, Historie autorytetu…op.cit., s. 690
13 Wykaz filmów, wywiadów i artykułów znajduje się w wykazie źródeł.
14 L. Witkowski, Historie autorytetu…, op. cit., s. 716-717
15 „Termin „idol” oznacza wyobrażenie bóstwa – zwykle w postaci posągu, rzeźby, obrazu, będącego przedmiotem kultu. Kult idoli znaczy kulturę grecką, rzymską, słowiańską i inne. W filozofii, według starożytnej teorii poznania – głównie Demokryta i epikurejczyków – „idole” to cząstki (podobizny) wysyłane przez przedmioty, pobudzające umysł i wywołujące wrażenia zmysłowe. Stąd dla F. Bacona „idol” oznaczał wszelkie złudzenie poznawcze. Z tych znaczeń terminu „idol” czerpie swą treść przenośne jego rozumienie, które dotyczy osób. „Idolem” jest osoba, np. aktor, piosenkarz, sportowiec, będący bożyszczem pewnych kręgów publiczności. Idole olimpijscy w starożytności, teatralni, współcześni idole ze świata muzyki i show biznesu, filmowi a nawet polityczni znaczą długą historię kultury.”, w: A. Zwoliński, Idol- fałszywy autorytet, www.pedkat.pl [dostęp 06.09.2012]
16 L. Wiktowski, Historie autorytetu…, s. 727
17 Tamże, s. 733
18 Wywiad z ks. Szpakiem przeprowadzony przez E.Matyjasik, Oświęcim 2012, zbiory własne.